Ostatnio na blogu Aktywnie niedoczynna

konkursy

Konkurs! Dieta dla zdrowia tarczycy

napisała Daria Kikoła 2 marca 2016 1 komentarz

Cześć! Wraz Dietomat.pl połączyliśmy siły i przygotowaliśmy dla Was konkurs z okazji zbliżającego się Dnia Kobiet (niedoczynni panowie także mogą wygrać!) 🙂

logocropped-untitled-design-25.png

Weź udział w konkursie i wygraj opiekę osobistego dietetyka!

Zadanie konkursowe:

Odpowiedz na pytanie: Jak dbasz o zdrowie tarczycy? (5-6 zdań)

Odpowiedź prześlij za pomocą poniższego formularza lub na adres aktywniezniedoczynnoscia@gmail.com

Do wygrania:

NAGRODA GŁÓWNA:

30-dniowa opieka dietetyka „osobisty dietyk” o wartości 199 zł  + krokomierz + siatka eko na zakupy

II miejsce:
7-dniowa opieka dietetyka „osobisty dietetyk” o wartości 50 zł + krokomierz + siatka eko na zakupy

 III,IV i V miejsce:

30-dniowy dostęp do dzienniczka diety +krokomierz+siatka eko na zakupy

Powodzenia! Ps: Pospiesz się – konkurs trwa do 8. marca!

[contact-form-7 404 "Not Found"]
KONKURS! (1).png

Regulamin konkursu Dieta dla zdrowia tarczycy

żywienie

Niedoczynność tarczycy a dieta

napisała Daria Kikoła 19 lutego 2016 11 komentarzy

Nadwyżka kilogramów, której za nic w świecie nie możesz się pozbyć. Waga, która jak zaczarowana, zatrzymała się w miejscu lub skacze do góry. A Ty wciąż próbujesz. Masz za sobą już chyba wszystkie drakońskie diety- kopenhaską, Dukana, 1000 kalorii. W tym miesiącu przechodzisz na dietę paleo. W tamtym wykluczyłaś gluten i laktozę. Testujesz na sobie wszelkie możliwe wskazówki, o których czytasz na forach, książkach, stronach internetowych. Jednak wciąż nie widzisz efektów – dlaczego tak jest?

Czytaj więcej

życie z niedoczynnością

Internet pamięta. A Ty? Niedoczynni w sieci

napisała Daria Kikoła 10 lutego 2016 3 komentarze

-Czy Ty w ogóle wiesz co to znaczy mieć niedoczynność?! To właśnie dlatego przechodzę emocjonalne tornado!- czasami mam ochotę wykrzyczeć to wszystkim dokoła (później i tak się okazuje, że to zwykły PMS). Tak wiele z Was pisze jednak o braku zrozumienia ze strony najbliższych. Nic więc zatem dziwnego, że powstają internetowe grupy wsparcia dla chorych na Hashimoto i niedoczynność. Dziwne jest jednak to, jak my Niedoczynni zachowujemy się w sieci. I jak szkodzimy sobie nawzajem. #internetpamieta

Nakręcanie się – kto z nas ma gorzej?

Codziennie obiecuję sobie, że opuszczę tą grupę na Facebooku. Wpisy, które wyświetlają się w aktualnościach: „u mnie tragedia ostatnio”, „jestem załamana”, „mam deprechę” i odpowiedzi, w których inni niedoczynni próbują licytować się, kto ma gorsze objawy. NIEKTÓRZY MUSZĄ AŻ PISAĆ CAPSLOCKIEM. Czy tak wygląda wsparcie? Jedna z członkiń grupy wspomniała ostatnio, że należy także do grupy wsparcia osób zmagających się z chorobą nowotworową – tam panuje dużo bardziej pogodny nastrój. Jak to się dzieje, że jesteśmy tak zapatrzeni w siebie, w to jak nam trudno, że poddajemy się lawinie narzekania i podpisujemy się pod tym własnym nazwiskiem?

Twoje objawy nie są anonimowe

Nie wiesz, kto tak naprawdę jest po drugiej stronie i czyta Twoje posty. Zanim napiszesz „dziewczyny, co robić mam luźne stolce”, „laseczki, moje libido jest zerowe, mogłabym w ogóle nigdy tego nie robić”, zastanów się 3 razy. W Internecie nic nie ginie, a my zachowujemy się, jakbyśmy byli w gabinecie lekarskim – obnażamy najbardziej intymną sferę naszego życia. Skąd pewność, że do tej samej grupy nie należy Twój pracodawca, dziewczyna Twojego syna, przyszła teściowa?

Pułapka autodiagnozy

Kolejnym zachowaniem, które jest niebezpieczne, a należy chyba do ulubionych aktywności niedoczynnych są prośby o interpretacje wyników. Bez obaw zamieszczamy zdjęcie wyników badań z prośbą o diagnozę – zapominamy jednak, że oprócz widełek i wyniku, udostępniamy także nasz PESEL, imię i nazwisko oraz inne dane, które nie tylko ułatwiają namierzenie nas, ale także ułatwiają sprawę oszustom.

Jeszcze bardziej niebezpieczne jest jednak to, że wyrabiamy w sobie odruch szukania pomocy u laików, zamiast zgłosić się do specjalisty. Przerażają mnie przyszłe i obecne matki, które udostępniają wyniki i szukają pomocy w internecie, zamiast udać się do lekarza. Przecież od tego zależy zdrowie i życie dziecka. Tak, doskonale rozumiem, że brakuje lekarzy z powołania i ciężko znaleźć endokrynologa, który odpowie na każde nurtujące nas pytanie. Jeśli jednak przestajemy szukać na rzecz internetowych ekspertów…Czy można to tłumaczyć brain fogiem i chwilowym brakiem zdolności do kierowania się rozsądkiem?

Nielegalny handel lekami

Niedoczynni bywają też przedsiębiorczy i pomocni- oferują sprzedaż  leków wydawanych na receptę, co w Polsce jest nielegalne. Zanim opublikujemy prośbę o lek „na już” i zaufamy osobie, którą znamy tylko z Internetu, pamiętajmy, że za taką transakcję grozi do 2 lat więzienia.

Kochani, nasza choroba nie musi definiować naszego wizerunku w sieci. Nie chcemy przecież uchodzić za wiecznie niezadowolonych lekomaniaków, którzy rezygnują z pomocy specjalistów w realu – nic nie zastąpi konsultacji z kompetentnym endokrynologiem, dietetykiem, psychologiem. Jeśli nie na NFZ to prywatnie. Prywatnie, a nie na publicznym forum.

Zdrówka!

Wpis jest częścią kampanii społecznej blogerów i Fundacji Ocaleni pod honorowym patronatem Rzecznika Praw Dziecka. Więcej o kampanii przeczytasz tutaj.

metamorfozy

Metamorfoza M.

napisała Daria Kikoła 23 stycznia 2016 11 komentarzy

M.  jest idealnym przykładem tego,  że nie ma przypadków ciężkich i beznadziejnych.  Oprócz walki z Hashimoto, dzielnie stawia czoła miastenii – chorobie autoimmunizacyjnej,  która niemal przekreśla szanse na dobre samopoczucie i zrzucenie zbędnych kilogramów. A jednak. Można!

Przytyłam 15 kg krótko po diagnozie niedoczynności i Hashimoto. Te kilogramy wkradły się niepostrzeżenie, w przeciągu 3 miesięcy.

Jakie były objawy miastenii?

Pierwsze objawy były takie, że zaczęły mi drętwieć ręce i nogi, nie wiedziałam co się dzieje – miałam też nosową mowę, myślałam, że to może jakiś dziwny katar. Pamiętam, że wtedy zaczynały się ferie na studiach  i właśnie wtedy zaczęło się diagnozowanie, poszukiwanie lekarzy. Lekarz rodzinny polecił mi znaleźć dobrego neurologa. Diagnoza poszła dość szybko, okazało się, że jest to choroba autoimmunologiczna, więc dobrze też sprawdzić tarczycę i rzeczywiście wyszła niedoczynność, słabe wyniki, Hashimoto. Nie miałam objawów typowo „tarczycowych”, to wyszło przypadkiem. Gdyby nie miastenia, nie wiedziałabym, że mam chorą tarczycę.

Miastenia – co to za choroba?

Jest to choroba autoimmunologiczna, neurologiczna, która polega na tym, że organizm produkuje przeciwciała przeciwko receptorom acetylocholiny, która neuroprzekaźnikiem, a neuroprzekaźniki są odpowiedzialne za przekaz informacji z nerwu do mięśnia i ten przekaz jest zaburzony, zaatakowany i mięśnie po prostu nie pracują jak trzeba, znacznie szybciej się męczą. Każda aktywność – wchodzenie po schodach, mówienie, sprzątanie, czasami zwykłe czesanie włosów są ograniczone, ponieważ wszystkie mięśnie się męczą. Objawy, które ja miałam to głównie opadanie powiek, nosowa, bełkotliwa mowa, opadanie głowy, drętwienie i słabość rąk oraz nóg, nawet mięśnie brzucha bolały jak po wysiłku – były zmęczone jak po jakimś długim śmiechu.

70 kg

70 kg

Jaka była Twoja reakcja na diagnozę?

Początkowo byłam przerażona. Świat mi się obrócił o 180 stopni – no bo co teraz? Na zupełnie samym początku pomyślałam, że to choroba w stylu „wezmę leki, będzie lepiej”. Później okazało się, że jest to poważna choroba neurologiczna, że zaburza działanie całego organizmu i dopiero od tamtej pory poczułam, że teraz wszystko się zmieni. Miałam różnego typu obawy, ale z czasem też się z tym „uporałam”.

Czy próbowałaś szukać informacji o chorobie na własną rękę, np. w Internecie?

Przed diagnozą rzeczywiście szukałam informacji w internecie, tu znalazłam najgorsze wizje – rak, stwardnienie rozsiane, itd., ale ja też nie chciałam się nakręcać, więc poczekałam na diagnozę lekarza. Diagnoza na szczęście nie trwała długo, tylko kilka miesięcy, mimo, że pierwszy lekarz do którego trafiłam oszukał mnie i próbował mnie naciągać.

Potem trafiłam do wspaniałej lekarki –kiedy tylko mnie zobaczyła od razu podejrzewała co mi jest. Wystarczyło, że spojrzała na moją twarz. To jest specyficzny układ mięśni na twarzy, później ta buzia też się zmienia. Twarz jest trochę powykrzywiana, powieki opadają. Teraz mam zupełnie inną twarz. Jestem już w remisji od kilku lat. Biorę leki regularnie co 6 godzin. Oczywiście muszę unikać wszelkiego rodzaju wysiłku, muszę uważać ze sprzątaniem, z chodzeniem, z noszeniem zakupów, ze stresem. Ale uważając na siebie, dbając o siebie da się funkcjonować w miarę „normalnie”. Niestety, w moim przypadku aktywność fizyczna jest wykluczona.

Leczenie, operacja. Wiadomo jest to choroba autoimmunologiczna i tak to działa – czepiają się jej też inne choroby autoimmunologiczne. Przez miastenię zapomniałam trochę o niedoczynności. Musiałam przeformułować życie, wyluzować trochę na studiach, zrezygnować z pracy, ograniczyć aktywność fizyczną. Wtedy byłam w dużo gorszym stanie niż teraz. Nie mogłam sobie pozwolić na nic innego niż odpoczynek i zadbanie o siebie – wszystkie inne zeszło wtedy na dalszy plan.

Niedoczynność dała o sobie znać – zaczęłam tyć. Zbadałam się ponownie. TSH nie było jakieś super wysokie – wynosiło wtedy chyba 5,7, ale już miałam 15 kg do przodu, w przeciągu 3 miesięcy. A z tym cały pakiet – cellulit i rozstępy.

64-66 kg

66-64 kg

Skąd decyzja, żeby pójść do dietetyka?

Pojawiła się w ogromnej frustracji, ponieważ odkąd przytyłam te 15 kg (4 lata temu), praktycznie cały czas byłam na jakiejś diecie. Próbowałam odchudzać się na własną rękę. 15 kg na plusie– to bardzo mi doskwierało. Mam 165 cm. Najwięcej ważyłam 70 kg. Nie, nie była to otyłość. Nie był to jakiś super dramat. Ale mając świadomość tego, że nie mogę ćwiczyć, bardzo źle się z tym czułam, nie tylko psychiczne, ale też fizycznie.

3 lata borykałam się na własną rękę, próbowałam różnych diet. Przez około rok byłam na diecie, na której obliczyłam swoje zapotrzebowanie kaloryczne, obcięłam 300 kcal i liczyłam kaloryczność produktów. Niestety, ta aktywność u mnie odpada, więc było ciężko – w pewnym momencie przestałam już wierzyć, że kiedykolwiek uda mi się schudnąć. Wydawało mi się, że samą dietą nie da się tego zrobić. Kilogramy nie chciały spadać i wahało się po pół kg.

Przez te 4 lata udało mi się zrzucić może z 5 kg, odkąd zaczęłam przyjmować leki na niedoczynność. Woda zeszła. Jednak przy tych 65 kg (10 na plusie) waga się zatrzymała. Dalej próbowałam, ale nic się nie działo i frustracja sięgnęła zenitu. To była ostatnia deska ratunku. Ostatnia szansa.

Teraz od marca jestem pod stałą opieką dietetyczki – przez 10 miesięcy udało mi się zrzucić 12 kg.

Co powiedziała dietetyczka, co musiałaś zmienić w swojej diecie?

Dietetyczka powiedziała, że zdrowy człowiek, który trzymałby się tej diety, na której byłam przez rok, na pewno by stracił kilogramy. Powiedziała, że wprowadzimy małe zmiany, ale nie może nic obiecać i możliwe, że nie uda mi się schudnąć. Możliwe, że przeszkodą cały czas będzie mój spowolniony metabolizm, brak ćwiczeń i może to się nigdy nie udać.

Jak teraz się odżywiam? Stawiam na regularność posiłków – w moim przypadku 4, ostatni posiłek o 19, wykluczenie warzyw krzyżowych, owoce do godziny 12. Mam specjalnie wyliczone porcje, które wiadomo – zmieniały się w ciągu tych kilku miesięcy. Nie jem słodyczy, ograniczam alkohol.  Byłam i jestem tak zdeterminowana i tak zdesperowana po 4 latach diet różnego typu, że nie złamały mnie żadne słodycze, ciastka. Po prostu przyzwyczaiłam się, że nie jem takich rzeczy.  Wiadomo, każdy ma chwilę słabości – ja też nie jestem jakąś supermenką, żeby na nic się nigdy nie skusić. Teraz chyba zdarza mi się to częściej, gdy jestem coraz bliżej celu. W chwilach słabości przygotowuję sobie zdrowe, odchudzone wersje słodyczy czy „fast foodów”.

Czy możesz zdradzić trochę szczegółów odnośnie diety?

Polecam każdemu zawsze dobrego dietetyka klinicznego. Moja dietetyczka akurat sama choruje na niedoczynność tarczycy i Hashimoto. Jest zorientowana w temacie.. Zna się na tym, zaufałam jej i nie żałuję ani grosza.

Dlaczego tyle lat nie udałam się do dietetyczki? Uważałam, że nie ma nikogo kto jest w stanie mi pomóc, jestem przecież ciężkim beznadziejnym przypadkiem – bez ćwiczeń nie ma opcji, żebym schudła. Co to niby ma być za filozofia – ułożyć sobie dietę, obciąć kaloryczność posiłków. Zwracam honor wszystkim dietetykom – dieta musi być INDYWIDUALNIE ułożona. Do osoby, do schorzeń, do trybu życia i rzeczywiście, nie polecam szukania na własną rękę, dzielenia się dietami – w żadnym wypadku. Na swoim przykładzie widzę – próbowałam wielu różnych diet, rozwiązań na własną rękę. Dopiero jak zastosowałam te niewielkie zmiany, zalecenia dietetyczki – udało się. Nie odrzuciłam glutenu, nie odrzuciłam laktozy całkowicie – ograniczyłam je. Wiem, że są to sprawy indywidualne. Taki sam pogląd ma moja dietetyczka –trzeba do tego podejść zdroworozsądkowo. Jest to też sprawa indywidualna. Nie ma badań, które dowodzą, że gluten i laktoza są niewskazane. Jeśli rzeczywiście ktoś ma nietolerancję lub uczulenie, to wiadomo trzeba wykluczyć. U mnie po prostu pomogło ograniczenie. Nie wprowadziłam super mega restrykcji, ale też nie jest tak, że jem produkty z każdej grupy.

To czego nie jesz?

Smażonych potraw. Z mięsa jem tylko drób. Unikam warzyw krzyżowych. Uwielbiam bób i fasolkę szparagową – dietetyczka powiedziała mi, że jak najbardziej, raz w tygodniu w sezonie mogę sobie na to pozwolić, kiedy warzywa są dobrze ugotowane, nie ma też co szaleć i sobie wszystkiego odmawiać, bo w ten sposób też się nie wytrwa. Unikam fast foodów i żywności przetworzonej przede wszystkim. Każdy posiłek przygotowuję sama. Jem dużo warzyw. Bardzo istotne jest to, żeby dostarczać błonnik – dodaję 200 g warzyw do każdego posiłku. Nawadniam się. Staram się pić te 2 l płynów dziennie –  nie tylko wody, ale też herbaty czerwonej, zielonej. Nie piję słodzonych napojów. 2 filiżanki kawy dziennie. Jem nabiał – zwracam uwagę na etykiety. Jem jogurty naturalne, ale bez mleka w proszku. Sery? Tak, ale nie pleśniowe. Ser żółty, 10 g na drugie śniadanie (ale nie na wieczór). Jem też mozzarellę i ricottę.

Kiedy były pierwsze efekty?

Pierwsze efekty były po miesiącu. To były 2 kg. Jak na moje możliwości to był ogromny sukces. Byłam przeszczęśliwa. Tak się utrzymywało. 1kg-2 kg na miesiąc. Po 9 miesiącach jest mnie 12 kg mniej. Wciąż pracuję nad zredukowaniem tkanki tłuszczowej. Jest to długotrwały proces, ale uważam to za osiągnięcie.

Czy widzisz u siebie objawy niedoczynności?

Badam się regularnie. Nie mam szczególnie dokuczliwych objawów. Zdarzało mi się zaspać na lek, widziałam wtedy u siebie obniżenie nastroju, puchnięcie, najgorzej przed miesiączką. Czasami mam takie dni bez energii, bez życia – to też ma związek z porą roku. Tycie było największym problemem.

Jak wyglądają Twoje wyniki?

W normie. Ostatnio miałam trochę za niskie TSH ze względu na to, że dawka nie była dostosowana do nowej wagi, ale cały czas to kontroluję. Razem ze spadkiem wagi trzeba monitorować TSH, żeby nie wpędzić się w nadczynność.

57kg

57 kg 🙂

życie z niedoczynnością

To wszystko przez tarczycę

napisała Daria Kikoła 2 stycznia 2016 57 komentarzy

Nie zrozumie ten, kto nie przeżył…Hashimoto i/lub niedoczynności tarczycy. Ten mały gruczoł płata nam figle w różnych sytuacjach, które można tłumaczyć roztargnieniem, lenistwem, brakiem zorganizowania, czy…trudnym charakterem. My jednak wolimy używać wymówki:  „to wszystko przez tarczycę”.

Kiedy?

Rozbiegane myśli

Przechodzę z łazienki do pokoju i dokładnie wiem po co – muszę wyjąć z szafy nowy ręcznik. Gdy przechodzę przez korytarz dopada mnie „atak myśli” oparty na łańcuchu skojarzeń i dziwacznym monologu w mojej głowie:

ręcznik – kąpiel – mycie włosów – tak, znów wypadają mi garściami – muszę coś z tym zrobić – może jakaś maseczka – a może brakuje mi witamin?

Przekraczam próg pokoju, rozglądam się uważnie w poszukiwaniu…no właśnie, nie pamiętam już czego.

Wzmożona nieostrożność

Typowy poranek niedoczynnej:

Ponieważ wstanie z łóżka jest czynnością czasochłonną, poranki dla niedoczynnych to niemałe wyzwanie – trzeba wykonać wiele czynności w krótkim czasie. I tak oto niedoczynna je śniadanie, popija kawę, bierze prysznic, prasuje i ubiera się, a wszystko to na przemian z prostowaniem włosów. Dlaczego miałaby zatem pamiętać, żeby odłączyć prostownicę z prądu? I tak to cud, że tym razem odłączyła żelazko.

Wyjście z domu nie jest przecież takie proste – przez pół godziny szuka kluczy, które wreszcie odkrywa…w drzwiach.

Dlaczego płaczesz? „Nie wiem”

Czasami (to znaczy raz w miesiącu) mam naprawdę solidny powód, żeby pozwolić sobie na histeryczny płacz. Ale czasami płaczę, bo w lodówce zabrakło mleka bez laktozy. Płaczę też, gdy oglądam zdjęcia z małymi pingwinkami. Płaczę, gdy nie wyjdzie mi obiad. Jednak, gdy Ł. pyta mnie dlaczego płaczę… muszę odpowiedzieć, że „nie wiem”. Przecież nie powiem mu, że to przez tarczycę.

A czym Ty się możesz tak męczyć?

Jak pisze Patryk:

zdarza się, że znajomi pytają się mnie „a czym ty się tak zmęczyłeś” i wtedy odpowiadam, że prawdopodobnie mam tak przez niedoczynność. Ale tak, czy siak, mogę tłumaczyć do woli i nikt mi nie wierzy, co doprowadza mnie do szału.

Niedoczynnym panom chyba jest najtrudniej. Trzymać to wszystko w sobie i być nierozumianym w tak patriarchalnym społeczeństwie – przecież to zwyczajnie nie wypada, żeby facet był słaby, ospały, bez wigoru!

5 minut drzemki

Ile z nas ulega pokusie popołudniowej drzemki?  Możemy nawet opracować niedoczynny algorytm. Jeśli położysz się „tylko na 5 minut”, tuż po obiedzie, czyli załóżmy ok. 15…to i tak wstaniesz o 17 i nie zdążysz już nic zrobić tego dnia.

Język niedoczynnych

Niedoczynność i/ lub Hashimoto to także źródło kreatywności, jeśli chodzi o wynalazki językowe. Zdarza się tak, że mamy jakieś słowo na myśli, jednak wypowiadamy zupełnie inne. Lub podobnie do naszych babć, które zapominają jak miała na imię bratanica Kowalskiego, tak my zapominamy nazw przedmiotów codziennego użytku.

I tak o to, przedłużacz staje się „zasilaczem do ładowarek”, suszarka do włosów „włoso-dmuchawą”, kieliszek „pucharem do wina”.

Słucham, ale nie słyszę

Zbliża się sesja egzaminacyjna, a typowa niedoczynna zbiera już notatki, drukuje wszystkie materiały i zasiada do lektury. Mija pół godziny. Z przerażeniem stwierdza, że wciąż jest na pierwszej stronie. Ba! Przy pierwszym akapicie. Czyta, lecz nie wie co czyta. A jeśli wie, to już nie pamięta, co było w poprzednim zdaniu.

Podobnie sprawa wygląda z rozmowami. Jeśli słuchamy naszego rozmówcy i nagle zaatakuje on nas pytaniem, które wymaga odpowiedzi bardziej rozwiniętej niż TAK lub NIE, naszą twarz zalewa palące uczucie zakłopotania. „Nie słuchałaś?”

Słuchałam, ale moja tarczyca już nie.

Co z tym zrobić?

Najlepiej nic, bo przecież sobie wmawiasz. Jeśli nie musisz – nie wstawaj z łóżka. Tak będzie najbezpieczniej.

A tak na poważnie. Objawami niedoczynności tarczycy i Hashimoto mogą być (lecz wcale nie muszą i nie u każdego w takim samym stopniu) problemy z pamięcią i koncentracją, huśtawki nastrojów, niekontrolowane wybuchy płaczu.

I teraz muszę Cię rozczarować – nie możesz używać tarczycy jako wymówki. Dlaczego? Bo każdy ma tarczycę (chyba, że jest po tyreoidektomii). Samo twierdzenie, że coś poszło nie tak, bo „masz tarczycę”, jest zatem błędne i nie możesz używać go jako wymówki (nikt tego nie zrozumie).

Jeśli musisz już zrzucać na coś winę, zrzuć na niedoczynność tarczycy lub Hashimoto. Jednak niewiele to zmieni. I tak nikt nie zrozumie.

Możesz też spróbować zrozumieć,skąd bierze się problem i podjąć konkretne działania- pisałam o tym tutaj. W okresie zimowym wszyscy cierpimy na niedobór witaminy słońca, czyli witaminy D3 – pamiętaj, żeby ją dostarczać po konsultacji z lekarzem!

W jakich sytuacjach niedoczynność i Hashi dają o sobie znać? Czy zdarza Ci się używać ich jako wymówki? Jak próbujesz je ujarzmić? Daj znać w komentarzach!

życie z niedoczynnością

[Uwaga!] Potrzebna dawka motywacji – niedoczynność tarczycy

napisała Daria Kikoła 26 listopada 2015 8 komentarzy

Jeśli brakuje Ci motywacji, aby „oswoić” niedoczynność – nie czytaj dalej. Wiadomość od Kasi otrzymałam dzisiaj i nie ukrywam, bardzo przypomina mi wpisy na forach niektórych grup poświęconych Hashimoto czy niedoczynności. Wywołują niebezpieczną lawinę narzekania. Pomyślałam jednak, że wiele z nas było na podobnym etapie i dziś, bogatsze o doświadczenie, możemy wesprzeć kolejną Niedoczynną.

Witaj,

od ponad 3 lat walczę z niedoczynnością tarczycy. Moja historia nie różni się za bardzo od innych, oprócz tego, że każdy zaakceptował moją chorobę, oprócz mnie samej. Jeszcze 5 lat temu byłam bardzo aktywną osobą. Nie wyobrażałam sobie dnia bez biegania, ćwiczeń i diety. Moja waga przy wzroście 165 była w granicach 50 kg. Potem moja mama zachorowała na białaczkę.. Stres, ciągle latałam między szpitalem, szkołą a domem. Zaczęłam tyć, mogłam spać cały dzień i nadal czuć się jak po nieprzespanej nocy. Do tego okropne migreny, które nie dawały mi żyć.. Czułam się jak upośledzona, bo nagle przestałam móc się uczyć. Dosłownie wiedza odbijała się od mojej głowy, a byłam w klasie maturalnej. Miałam pierwsze objawy depresji, przy gorszym dniu myślałam, by to wszystko olać i pożegnać się.. Każdy zwalał to na stres i każdy lekarz odsyłał mnie z kwitkiem. Miałam wsparcie swojego chłopaka, z którym jestem do tej pory, jednak ciężko mu było zrozumieć, jak nagle może mi się nie chcieć o siebie dbać i, że wymyślam.
3 lata temu po raz pierwszy miałam zbadane TSH, które było w normie, ale dopiero współczynniki FT3/4 pokazały prawdę. Szybko wdrożone leczenie, przypisywane dodatkowo leki na demencję, by mózg mi wreszcie ruszył, Euthyrox 100 biofer i magnez.. Było lepiej, włosy lepsze, nauka jakoś poszła.
Jednak moja waga nie ruszyła się z miejsca. W momencie wykrycia niedoczynności ważyłam 72 kg. Dzisiaj ważę 68 i płakać mi się chce, gdy widzę siebie w lustrze. Nie mam chęci by walczyć o swoje dawne ciało, które podstępna choroba mi odebrała. Gardzę sobą za lenistwo, ale nie mam siły rano wcześniej wstać, a po pracy pierwsze co robię to idę się przespać, by potem móc zrobić obiad sobie i mojemu facetowi. Ostatnio, gdy zawzięłam się i włączyłam sobie zwykłe, najzwyklejsze ćwiczenia z Ewą Chodakowską, którą tak wszystkie Niedoczynne wychwalają to po 10 min dostałam takiego ataku duszności, że zrezygnowana nie mogłam patrzeć na siebie przez 2 dni… Nie znam nikogo ze swojego środowiska, kto ma podobne problemy, nie mam z kim porozmawiać, dostać wsparcia. Mój chłopak, który jest ze mną od samego początku wychodzi już z założenia, że kocha mnie taką jaką jestem.. I już. Ale ja siebie nie potrafię zaakceptować. Może wydawać się łatwo „wstać wcześniej”, „iść pobiegać”, „zrobić coś ze sobą”, ale dla mnie jest sukcesem, jak wstanę bez dodatkowej drzemki do pracy.. Sukcesem jest, gdy nie nakrzyczę na nikogo tylko z uśmiechem przejdę przez cały dzień..
Teraz dodatkowo pojawiły się problemy ginekologiczne. Przez rozchwiany poziom TSH, który 3 miesiące temu był na poziomie 0.003 musiałam zrezygnować z tabletek antykoncepcyjnych. Teraz borykam się z ciągłymi cystami na jajnikach, bo przez niskie TSH tworzą się torbiele. Ból, jaki sprawiają jest chyba gorszy od porodu.. I tak co miesiąc. To dołuje. Odbiera chęć walki o siebie i myślenie pozytywnie o przyszłości.

Może podzielenie się z Wami moją historią sprawi, że odnajdę chęć i poznam ludzi, którzy podobnie jak ja nie radzą sobie psychicznie z chorobą. I każdemu życzę zapału do walki z chorobą.

Pozdrawiam
Kasia

Kasiu, zachęcam Cię do znalezienia sprawdzonego endokrynologa (a najlepiej endokrynologa-ginekologa). Tutaj znajdziesz listę, którą wspólnie tworzymy z innymi Niedoczynnymi.

Wśród objawów, które opisujesz i który chyba sprawił Ci największe problemy jest tzw. brain fog – czyli trudności z zapamiętywaniem i koncentracją. Wielu Niedoczynnych (w tym ja) przyznaje, że zauważyli u siebie znaczną poprawę po odstawieniu glutenu. Pisałam o tym tutaj.

Martwi mnie to, że jesteś tak bardzo skoncentrowana na tym, jak jest Ci źle, że nie dostrzegasz wagi pozytywów w swoim życiu (np. chłopaka, który wciąż Ci towarzyszy mimo wszystko).  Czy jest coś w Twoim życiu co Cię pasjonuje i potrafi pochłonąć bez reszty? Czy dostrzegasz w swoim otoczeniu kogoś, komu jesteś przydatna i możesz w jakikolwiek sposób pomóc? To właśnie rutyna i życie z dnia na dzień są pożywką dla niedoczynnej depresji. Możesz zacząć od małych zmian – może właśnie przygotowując obiad dla chłopaka warto zaskoczyć siebie i jego nową potrawą? Może w momencie, gdy nie możesz oprzeć się drzemce, wybierzcie się na krótki spacer?

Mam wrażenie, że tak bardzo tęsknisz za swoim „dawnym życiem” i chcesz je odzyskać za wszelką cenę, że podświadomie wywierasz na sobie presję, co kończy się właśnie atakami duszności, czy nasileniem bólu. Czy mówiłaś o tym lekarzowi? Jeśli dostałaś od lekarza „zielone światło” do ćwiczeń, może skorzystasz z tych kilku technik motywacji do podjęcia aktywności fizycznej dla Niedoczynnych.

Akceptacja siebie i ujarzmienie niedoczynności są możliwe tylko, jeśli naprawdę tego chcesz. Skoro podjęłaś wysiłek, żeby do nas napisać, wierzę, że naprawdę Ci na tym zależy. Może warto spojrzeć na siebie z przymrużeniem oka? W tym miejscu chętnie przypomnę Ci 8 powodów dlaczego warto zakochać się w Niedoczynnych:) 

 Niedoczynni, jak myślicie, jak jeszcze możemy zmotywować Kasię?

żywienie

Bezglutenowy chlebek gryczano-ryżowy

napisała Daria Kikoła 3 listopada 2015 1 komentarz

W kuchni bezglutenowej najbardziej tęsknię za pieczywem…A z drugiej strony cieszę się, że mój organizm motywuje mnie do niesięgania po pierwszą lepszą bułę spulchnioną chemią. Dziś prezentuje Wam mój eksperymentalny chlebek bezglutenowy z mąki gryczanej i ryżowej. Hmm… i ten zapach pieczonego chleba w kuchni…Mam nadzieję, że Wam też posmakuje!

Czytaj więcej

żywienie

Masz niedoczynność tarczycy? Pij czystek!

napisała Daria Kikoła 25 października 2015 14 komentarzy

Jesień pełną parą, co oznacza, że niektórzy z nas odczuwają nasilenie się objawów niedoczynności – stale towarzyszące nam uczucie zimna, wypadanie włosów, przesuszenie skóry i obniżona odporność. Poza uregulowaniem hormonów tarczycy z pomocą endokrynologa, my także możemy sobie samodzielnie pomóc sięgając po….herbatę z czystka.

Czytaj więcej

żywienie

Bezglutenowe spaghetti z cieciorką i prażonymi pestkami dyni

napisała Daria Kikoła 17 października 2015 1 komentarz

Dziś podaję Wam smaczną i szybką propozycję na bezglutenowy obiad.  Postanowiłam nie wychodzić z domu i wykorzystać składniki, które akurat miałam pod ręką. Wyszło tak smacznie….że już nic nie zostało:) Zapraszam Was na jesienne, rozgrzewające bezglutenowe spaghetti z cieciorką i prażonymi pestkami dyni.

Składniki:

  • Cieciorka (gotowana na parze)
  • 3 pomidory
  • Świeży imbir
  • Ząbek czosnku
  • Pieprz cytrynowy
  • Pestki dyni
  • Makaron ryżowy
  • Opcjonalnie: cukinia, dynia, papryka
  • Oliwa z oliwek
  1. Pokrojone pomidory i cieciorkę (oraz cukinię, dynię lub paprykę) wrzucamy do małego garnka, zalewamy lekko oliwą z oliwek, dodajemy szczyptę pieprzu cytrynowego, czosnek i imbir. Gotujemy przez 15-20 min mieszając.
  2. Cienkie nitki makaronu ryżowego zalewamy wrzątkiem lub najlepiej wywarem warzywnym na ok. 2 minuty, przecedzamy.
  3. Na małej patelni dodajemy kilka kropli oliwy z oliwek i wysypujemy pestki dyni, gdy tylko się zarumienią, dodajemy je do garnka i mieszamy.

cieciorka

Smacznego:)

Więcej przepisów znajdziesz na: https://instagram.com/aktywnie.niedoczynna/