metamorfozy

Metamorfoza M.

napisała Daria Kikoła 23 stycznia 2016 11 komentarzy

M.  jest idealnym przykładem tego,  że nie ma przypadków ciężkich i beznadziejnych.  Oprócz walki z Hashimoto, dzielnie stawia czoła miastenii – chorobie autoimmunizacyjnej,  która niemal przekreśla szanse na dobre samopoczucie i zrzucenie zbędnych kilogramów. A jednak. Można!

Przytyłam 15 kg krótko po diagnozie niedoczynności i Hashimoto. Te kilogramy wkradły się niepostrzeżenie, w przeciągu 3 miesięcy.

Jakie były objawy miastenii?

Pierwsze objawy były takie, że zaczęły mi drętwieć ręce i nogi, nie wiedziałam co się dzieje – miałam też nosową mowę, myślałam, że to może jakiś dziwny katar. Pamiętam, że wtedy zaczynały się ferie na studiach  i właśnie wtedy zaczęło się diagnozowanie, poszukiwanie lekarzy. Lekarz rodzinny polecił mi znaleźć dobrego neurologa. Diagnoza poszła dość szybko, okazało się, że jest to choroba autoimmunologiczna, więc dobrze też sprawdzić tarczycę i rzeczywiście wyszła niedoczynność, słabe wyniki, Hashimoto. Nie miałam objawów typowo „tarczycowych”, to wyszło przypadkiem. Gdyby nie miastenia, nie wiedziałabym, że mam chorą tarczycę.

Miastenia – co to za choroba?

Jest to choroba autoimmunologiczna, neurologiczna, która polega na tym, że organizm produkuje przeciwciała przeciwko receptorom acetylocholiny, która neuroprzekaźnikiem, a neuroprzekaźniki są odpowiedzialne za przekaz informacji z nerwu do mięśnia i ten przekaz jest zaburzony, zaatakowany i mięśnie po prostu nie pracują jak trzeba, znacznie szybciej się męczą. Każda aktywność – wchodzenie po schodach, mówienie, sprzątanie, czasami zwykłe czesanie włosów są ograniczone, ponieważ wszystkie mięśnie się męczą. Objawy, które ja miałam to głównie opadanie powiek, nosowa, bełkotliwa mowa, opadanie głowy, drętwienie i słabość rąk oraz nóg, nawet mięśnie brzucha bolały jak po wysiłku – były zmęczone jak po jakimś długim śmiechu.

70 kg

70 kg

Jaka była Twoja reakcja na diagnozę?

Początkowo byłam przerażona. Świat mi się obrócił o 180 stopni – no bo co teraz? Na zupełnie samym początku pomyślałam, że to choroba w stylu „wezmę leki, będzie lepiej”. Później okazało się, że jest to poważna choroba neurologiczna, że zaburza działanie całego organizmu i dopiero od tamtej pory poczułam, że teraz wszystko się zmieni. Miałam różnego typu obawy, ale z czasem też się z tym „uporałam”.

Czy próbowałaś szukać informacji o chorobie na własną rękę, np. w Internecie?

Przed diagnozą rzeczywiście szukałam informacji w internecie, tu znalazłam najgorsze wizje – rak, stwardnienie rozsiane, itd., ale ja też nie chciałam się nakręcać, więc poczekałam na diagnozę lekarza. Diagnoza na szczęście nie trwała długo, tylko kilka miesięcy, mimo, że pierwszy lekarz do którego trafiłam oszukał mnie i próbował mnie naciągać.

Potem trafiłam do wspaniałej lekarki –kiedy tylko mnie zobaczyła od razu podejrzewała co mi jest. Wystarczyło, że spojrzała na moją twarz. To jest specyficzny układ mięśni na twarzy, później ta buzia też się zmienia. Twarz jest trochę powykrzywiana, powieki opadają. Teraz mam zupełnie inną twarz. Jestem już w remisji od kilku lat. Biorę leki regularnie co 6 godzin. Oczywiście muszę unikać wszelkiego rodzaju wysiłku, muszę uważać ze sprzątaniem, z chodzeniem, z noszeniem zakupów, ze stresem. Ale uważając na siebie, dbając o siebie da się funkcjonować w miarę „normalnie”. Niestety, w moim przypadku aktywność fizyczna jest wykluczona.

Leczenie, operacja. Wiadomo jest to choroba autoimmunologiczna i tak to działa – czepiają się jej też inne choroby autoimmunologiczne. Przez miastenię zapomniałam trochę o niedoczynności. Musiałam przeformułować życie, wyluzować trochę na studiach, zrezygnować z pracy, ograniczyć aktywność fizyczną. Wtedy byłam w dużo gorszym stanie niż teraz. Nie mogłam sobie pozwolić na nic innego niż odpoczynek i zadbanie o siebie – wszystkie inne zeszło wtedy na dalszy plan.

Niedoczynność dała o sobie znać – zaczęłam tyć. Zbadałam się ponownie. TSH nie było jakieś super wysokie – wynosiło wtedy chyba 5,7, ale już miałam 15 kg do przodu, w przeciągu 3 miesięcy. A z tym cały pakiet – cellulit i rozstępy.

64-66 kg

66-64 kg

Skąd decyzja, żeby pójść do dietetyka?

Pojawiła się w ogromnej frustracji, ponieważ odkąd przytyłam te 15 kg (4 lata temu), praktycznie cały czas byłam na jakiejś diecie. Próbowałam odchudzać się na własną rękę. 15 kg na plusie– to bardzo mi doskwierało. Mam 165 cm. Najwięcej ważyłam 70 kg. Nie, nie była to otyłość. Nie był to jakiś super dramat. Ale mając świadomość tego, że nie mogę ćwiczyć, bardzo źle się z tym czułam, nie tylko psychiczne, ale też fizycznie.

3 lata borykałam się na własną rękę, próbowałam różnych diet. Przez około rok byłam na diecie, na której obliczyłam swoje zapotrzebowanie kaloryczne, obcięłam 300 kcal i liczyłam kaloryczność produktów. Niestety, ta aktywność u mnie odpada, więc było ciężko – w pewnym momencie przestałam już wierzyć, że kiedykolwiek uda mi się schudnąć. Wydawało mi się, że samą dietą nie da się tego zrobić. Kilogramy nie chciały spadać i wahało się po pół kg.

Przez te 4 lata udało mi się zrzucić może z 5 kg, odkąd zaczęłam przyjmować leki na niedoczynność. Woda zeszła. Jednak przy tych 65 kg (10 na plusie) waga się zatrzymała. Dalej próbowałam, ale nic się nie działo i frustracja sięgnęła zenitu. To była ostatnia deska ratunku. Ostatnia szansa.

Teraz od marca jestem pod stałą opieką dietetyczki – przez 10 miesięcy udało mi się zrzucić 12 kg.

Co powiedziała dietetyczka, co musiałaś zmienić w swojej diecie?

Dietetyczka powiedziała, że zdrowy człowiek, który trzymałby się tej diety, na której byłam przez rok, na pewno by stracił kilogramy. Powiedziała, że wprowadzimy małe zmiany, ale nie może nic obiecać i możliwe, że nie uda mi się schudnąć. Możliwe, że przeszkodą cały czas będzie mój spowolniony metabolizm, brak ćwiczeń i może to się nigdy nie udać.

Jak teraz się odżywiam? Stawiam na regularność posiłków – w moim przypadku 4, ostatni posiłek o 19, wykluczenie warzyw krzyżowych, owoce do godziny 12. Mam specjalnie wyliczone porcje, które wiadomo – zmieniały się w ciągu tych kilku miesięcy. Nie jem słodyczy, ograniczam alkohol.  Byłam i jestem tak zdeterminowana i tak zdesperowana po 4 latach diet różnego typu, że nie złamały mnie żadne słodycze, ciastka. Po prostu przyzwyczaiłam się, że nie jem takich rzeczy.  Wiadomo, każdy ma chwilę słabości – ja też nie jestem jakąś supermenką, żeby na nic się nigdy nie skusić. Teraz chyba zdarza mi się to częściej, gdy jestem coraz bliżej celu. W chwilach słabości przygotowuję sobie zdrowe, odchudzone wersje słodyczy czy „fast foodów”.

Czy możesz zdradzić trochę szczegółów odnośnie diety?

Polecam każdemu zawsze dobrego dietetyka klinicznego. Moja dietetyczka akurat sama choruje na niedoczynność tarczycy i Hashimoto. Jest zorientowana w temacie.. Zna się na tym, zaufałam jej i nie żałuję ani grosza.

Dlaczego tyle lat nie udałam się do dietetyczki? Uważałam, że nie ma nikogo kto jest w stanie mi pomóc, jestem przecież ciężkim beznadziejnym przypadkiem – bez ćwiczeń nie ma opcji, żebym schudła. Co to niby ma być za filozofia – ułożyć sobie dietę, obciąć kaloryczność posiłków. Zwracam honor wszystkim dietetykom – dieta musi być INDYWIDUALNIE ułożona. Do osoby, do schorzeń, do trybu życia i rzeczywiście, nie polecam szukania na własną rękę, dzielenia się dietami – w żadnym wypadku. Na swoim przykładzie widzę – próbowałam wielu różnych diet, rozwiązań na własną rękę. Dopiero jak zastosowałam te niewielkie zmiany, zalecenia dietetyczki – udało się. Nie odrzuciłam glutenu, nie odrzuciłam laktozy całkowicie – ograniczyłam je. Wiem, że są to sprawy indywidualne. Taki sam pogląd ma moja dietetyczka –trzeba do tego podejść zdroworozsądkowo. Jest to też sprawa indywidualna. Nie ma badań, które dowodzą, że gluten i laktoza są niewskazane. Jeśli rzeczywiście ktoś ma nietolerancję lub uczulenie, to wiadomo trzeba wykluczyć. U mnie po prostu pomogło ograniczenie. Nie wprowadziłam super mega restrykcji, ale też nie jest tak, że jem produkty z każdej grupy.

To czego nie jesz?

Smażonych potraw. Z mięsa jem tylko drób. Unikam warzyw krzyżowych. Uwielbiam bób i fasolkę szparagową – dietetyczka powiedziała mi, że jak najbardziej, raz w tygodniu w sezonie mogę sobie na to pozwolić, kiedy warzywa są dobrze ugotowane, nie ma też co szaleć i sobie wszystkiego odmawiać, bo w ten sposób też się nie wytrwa. Unikam fast foodów i żywności przetworzonej przede wszystkim. Każdy posiłek przygotowuję sama. Jem dużo warzyw. Bardzo istotne jest to, żeby dostarczać błonnik – dodaję 200 g warzyw do każdego posiłku. Nawadniam się. Staram się pić te 2 l płynów dziennie –  nie tylko wody, ale też herbaty czerwonej, zielonej. Nie piję słodzonych napojów. 2 filiżanki kawy dziennie. Jem nabiał – zwracam uwagę na etykiety. Jem jogurty naturalne, ale bez mleka w proszku. Sery? Tak, ale nie pleśniowe. Ser żółty, 10 g na drugie śniadanie (ale nie na wieczór). Jem też mozzarellę i ricottę.

Kiedy były pierwsze efekty?

Pierwsze efekty były po miesiącu. To były 2 kg. Jak na moje możliwości to był ogromny sukces. Byłam przeszczęśliwa. Tak się utrzymywało. 1kg-2 kg na miesiąc. Po 9 miesiącach jest mnie 12 kg mniej. Wciąż pracuję nad zredukowaniem tkanki tłuszczowej. Jest to długotrwały proces, ale uważam to za osiągnięcie.

Czy widzisz u siebie objawy niedoczynności?

Badam się regularnie. Nie mam szczególnie dokuczliwych objawów. Zdarzało mi się zaspać na lek, widziałam wtedy u siebie obniżenie nastroju, puchnięcie, najgorzej przed miesiączką. Czasami mam takie dni bez energii, bez życia – to też ma związek z porą roku. Tycie było największym problemem.

Jak wyglądają Twoje wyniki?

W normie. Ostatnio miałam trochę za niskie TSH ze względu na to, że dawka nie była dostosowana do nowej wagi, ale cały czas to kontroluję. Razem ze spadkiem wagi trzeba monitorować TSH, żeby nie wpędzić się w nadczynność.

57kg

57 kg 🙂

Przeczytaj

11 komentarzy

Marysia 23 stycznia 2016 z 21 h 06 min

Brawo ! Jestem pełna podziwu ! Jesteś dla mnie prawdziwym przykładem, że jeśli się chce, to można 🙂 No i mam teraz motywację, że ja też dam radę 🙂

Odpowiedz
Ryśka 23 stycznia 2016 z 21 h 24 min

Podziwiam. Ewidentny przykład – nie ma rzeczy niemożliwych, siedzą w nas tylko jakieś blokady i to od nas zależy czy damy radę przez nie się przebić. Brawo dla Ciebie, jesteś teraz super laską! 🙂 Dużo zdrowia życzę i wspieram, też borykam się z niedoczynnością.

Odpowiedz
Kasia J-ska 24 stycznia 2016 z 9 h 16 min

Podziwiam 🙂 Gratuluję 🙂 A ja wiecznie narzekam, że brak czasu, chęci itp. 🙁
Muszę się wziąć w garść – jak się chce to można. Jesteś tego przykładem 🙂
Wydrukuję sobie ten tekst i powieszę w kuchni – jak będę miała chwilę zwątpienia to przeczytam ponownie.
Osobiście cierpię na niedoczynność, Hashimoto i sarkoidozę płucną (też choroba autoimmunologiczna ;( )
Pozdrawiam 🙂 i dziękuję za kopa 🙂

Odpowiedz
Daria 24 stycznia 2016 z 10 h 23 min

Ogromnie gratuluje! Tyle przeciwności, a Ty je pokonujesz! Na prawdę podziwiać i brać przykład! Sama mam hashimoto i problemy z wagą. Podobnie jak Ty zdecydowałam się na poradę dietetyka i tak samo nie żałuję. Podzielam Twoją opinię, iż najlepiej jak każdy ma indywidualną dietę. Ja w miesiąc zrzuciłam 4 kg, gdzie samej to pewnie by mi się nie udało. Wyniki TSH mam kiepskie, ale lekarz zwiększył mi dawkę leku, no i dieta! Jestem dobrej myśli, a takie metamorfozy jak Twoja dają człowiekowi wiele energii i odwagi do działania. Powodzenia! 🙂

Odpowiedz
Daria 24 stycznia 2016 z 10 h 23 min

Ogromnie gratuluje! Tyle przeciwności, a Ty je pokonujesz! Na prawdę podziwiać i brać przykład! Sama mam hashimoto i problemy z wagą. Podobnie jak Ty zdecydowałam się na poradę dietetyka i tak samo nie żałuję. Podzielam Twoją opinię, iż najlepiej jak każdy ma indywidualną dietę. Ja w miesiąc zrzuciłam 4 kg, gdzie samej to pewnie by mi się nie udało. Wyniki TSH mam kiepskie, ale lekarz zwiększył mi dawkę leku, no i dieta! Jestem dobrej myśli, a takie metamorfozy jak Twoja dają człowiekowi wiele energii i odwagi do działania. Powodzenia! 🙂

Odpowiedz
aga 25 stycznia 2016 z 17 h 02 min

Gratulacje 😉 sama jestem dopiero na początku tej drogi i tez zdecydowałam się na wsparcie dietetyka. Efektów fizycznych jeszcze nie widzę, ale samopoczucie wraz z nową dietą i nową dawką leków stanowczo się poprawia. Dzięki za podzielenie się swoją historią – dobrze wiedzieć, że idę w dobrym kierunku.

Odpowiedz
nesko 9 lutego 2016 z 11 h 13 min

i tu ogromne ukłony i brawa dla Ciebie za ogromną walkę i siłę 🙂 zobacz Ty nie masz tak łatwo jak niektórzy a mimo to Ci się udaje, inni wystarczy, że zaczęliby ograniczać jedzenie i cokolwiek ćwiczyć i to wszystko, a nawet tego im się nie chce zrobić, a Ty proszę… 🙂 ogromny podziw i gratulacje, tylko tak dalej 🙂 pozdrawiam bardzo serdecznie

Odpowiedz
Gymfreak 24 lutego 2016 z 10 h 16 min

Brawo! Pokazałaś, że nie liczy się jak wielkie przeciwności człowiek ma na swojej drodze, ale jak wiele siły odnajdzie w sobie, żeby je pokonywać! Uwielbiamy takie historie, życzymy dalszych sukcesów w walce z własnymi słabościami! Powodzenia! 🙂

Odpowiedz
fitbabeczka 12 maja 2016 z 13 h 23 min

Wow!!!! wspaniała metamorfoza, gratuluję i podziwiam!!! ale dzięki temu wpisowi dostałam mentalnego kopa – można? można! tylko trzeba chcieć:) dzięki za przypływ motywacji, teraz wierzę, że mi też się uda:)))

Odpowiedz
Anonim 20 czerwca 2016 z 17 h 21 min

nie chodzi o to ze „mozna jak się chce” ale” trzeba wiedzieć jak”. bo jest mnóstwo osób które stosują wszystkie zalecenia i nic.

Odpowiedz
aga 13 lipca 2016 z 6 h 01 min

Macie namiary na jakiegoś dobrego dietetyka w niedoczynności?

Odpowiedz

Podziel się opinią!