metamorfozyżycie z niedoczynnością

Lubię niedoczynne tornado w moim życiu

napisała niedoczynna 26 lipca 2014 2 komentarze
daria-metamorfoza

Ten wpis powstał prawie 2 lata temu, a od tej pory dużo się zmieniło.  Jestem Wam winna ciąg dalszy mojej historii życia z niedoczynnością. Może znajdziecie coś wspólnego z tym, co Wam się przydarzyło?

O tym, że mam niedoczynność dowiedziałam się za późno, a może właśnie w porę?

 W liczbach: rocznik ‘89, waga przed chorobą: 64 kg. wzrost  168 cm, pierwsze objawy: styczeń 2012, diagnoza: wrzesień 2013

Liczby niewiele jednak mówią. Zanim dopadła mnie niedoczynność prowadziłam dość aktywny tryb życia – siłownia 3 x w tygodniu, studia, praca. Odkąd pamiętam, nigdy nie mogłam za długo usiedzieć w miejscu. Na początku stycznia 2012 zaczęła mnie męczyć bezsenność – każdej nocy usilnie starałam się zasnąć, ale kończyło się przewracaniem z boku na bok, frustracją, bólami w klatce piersiowej i przyspieszonym pulsem. W ciągu dnia miałam problemy z koncentracją, momenty, w których rozrywała mnie energia (jak gdybym wypiła 3 energetyki), a zaraz potem drastycznie spadała (mimo to nie byłam w stanie zasnąć nawet w ciągu dnia). Po 5 bezsennych miesiącach wylądowałam w szpitalu z podejrzeniem guza przysadki mózgowej – stwierdzono u mnie hiperprolaktynemię i wysoki kortyzol, czyli standardowy zestaw kobiety ambitnej. MRI wykazało, że guza nie ma, zatem wypuszczono mnie do domu z informacją, że to wszystko przez stres. Na TSH powyżej 4.5 nikt nie zwrócił uwagi…

Możliwe, że to był stres – w czerwcu miałam wylecieć do Kanady na rok. Była to świadoma decyzja, a nie konieczność, więc byłam przekonana, że to bardziej ekscytacja niż stres 🙂 Potrzebowałam zmian w życiu i to miał być początek czegoś nowego. Razem z dwiema przyjaciółkami wyleciałyśmy do Vancouver zupełnie w ciemno – nie miałyśmy tam ani znajomych, ani pracy, ani mieszkania. Zaczynałyśmy od totalnego zera, przechodziłyśmy szkołę życia w obcym kraju, prawie na końcu świata. Kanada to raj dla ludzi, którzy uwielbiają zdrowe żywienie i styl życia – na każdym rogu widzisz siłownie, studia jogi, sklepy spożywcze zorientowane są na produkty organiczne. Wystarczy jeden spacer i widzisz, że ludzie otyli to tutaj rzadkość – także ze względu na sprawny system opieki zdrowotnej, wyższy standard życia oraz wszechobecne zaproszenie do aktywności fizycznej i zdrowej diety:)) Razem z Asią, jedną z najbliższych osób, których niedoczynność nie zdołała mi odebrać, wykorzystałyśmy to w pełni – spacery nad oceanem, zwiedzanie, basen pod gołym niebem;  naszą tłustą „polską” kuchnię zamieniłyśmy na krewetki, łososia i warzywa. We wrześniu waga wskazała 60 kg. Wtedy też dołączył do nas mój ówczesny partner.

kanada-hashimoto

Nowe początki 

Początkowo pracowałam na nocne zmiany w hotelu jako recepcjonistka – nie działało to dobrze z zażywaniem Bromergonu (miał pomóc mi zbić prolaktynę), po 3 miesiącach byłam wycieńczona, więc musiałam zmienić pracę. Próbowałam szczęścia w kawiarni i cukierni francuskiej. Gdy nadszedł  ‘martwy sezon’,  okazało się, że w Kanadzie wcale nie jest tak różowo – pracodawca wysyłał Cię do domu, jeśli biznes się nie kręcił – jeżeli brakowało klientów skutkowało to obcięciem godzin pracy i mniejszym wynagrodzeniem. Znów stres. Jednak moja reakcja przeraziła mnie samą – niekontrolowany płacz i załamanie. A przecież nie był to koniec świata. Zawsze mogłam wrócić. Jednak wystarczyło naprawdę niewiele, żeby z oczu leciała mi istna Niagara. Wtedy zaczęłam też dostrzegać, że włosy wypadają mi garściami i moje ciało robi się ‘sflaczałe’. Myślałam, że to pewnie brak witamin i efekt zażywania antykoncepcji.

daria-kanada

Rozwiązaniem było dla mnie znalezienie trzech różnych prac i zmiana nastawienia – poznałam wspaniałych ludzi i zaczęłam dosłownie „chłonąć” to wszystko, co mnie otaczało. I tak oto stałam się technikiem farmacji, recepcjonistką i baristką w hotelu, w którym przyjmowaliśmy gości VIPów (m.in. Meryl Streep, Samuela L. Jacksona, Daniela Radcliffe’a):) Po drodze było wiele przygód – i tych dobrych, i złych, ale razem daliśmy radę.  W Wigilię zaręczyliśmy się. Ostatnie pół roku w Kanadzie to był dla mnie maraton pracy – zdarzało mi się nawet po 14 godzin dziennie. Mieliśmy w planach wymarzoną miesięczną wycieczkę po Stanach. W tym wirze pracy nie dostrzegłam tego jak się zmieniam – moje ciało stawało się coraz większe (mimo, że nie zmieniłam sposobu odżywania), czułam się zmęczona (jestem osobą, która nie toleruje narzekania – przy takim nakładzie pracy zmęczenie chyba jest naturalne?),włosy wciąż wypadały na potęgę, a metabolizm spadł do poziomu zerowego. Wróciły moje kłucia w klatce piersiowej, do tego dołączyło drętwienie kończyn. Koledzy z pracy namawiali mnie, żebym skorzystała z naszej kliniki i zrobiła sobie badania krwi, ale wolałam wydać te 100 dolarów na siłownię.

Niedoczynność, o której nie wiesz

grand-canyon-daria

To był kwiecień 2013, waga na siłowni: 68 kg. Przerażenie. To nie mogłam być ja. Czułam się okropnie, jakby ktoś mnie uwięził w obcym ciele. Mimo, że próbowałam coś zmienić – ćwiczenia nie przynosiły żadnych pozytywnych zmian, moja słaba kondycja i szybkie zmęczenie sprawiały, że po godzinie ćwiczeń nie miałam siły na nic – a przecież czekała mnie jeszcze  praca.

W czerwcu 2013 pożegnaliśmy Kanadę i wyruszyliśmy do Stanów, zaczęliśmy od Kalifornii i skończyliśmy w Nowym Jorku. Takie wyjazdy to nie najlepszy pomysł dla nieświadomie niedoczynnych – stołowaliśmy się przeważnie w knajpach, a sami wiecie jak zdrowe jest amerykańskie jedzenie. Pewnego ranka w NYC znów ogarnęła mnie panika – obudziłam się i zobaczyłam przed sobą ogromne, tłuste nogi – przynajmniej 2 razy większe niż te, które miałam kiedyś. Mój partner zapewniał mnie, że dla niego wciąż jestem najpiękniejszą kobietą na świecie. Mimo tego, co nastąpiło później wciąż uważam te wspomnienia za jedne z najlepszych w moim życiu. Tutaj właśnie kończy się ten dobry rozdział. 

Póki niedoczynność nas nie rozłączy

Powrót do Polski. Mama od razu wysłała mnie na wyniki, TSH 8.5, waga 71 kg. Niedoczynność tarczycy. Wizyta u endokrynologa dopiero w październiku. Nie wiedziałam, że Euthyrox może przepisać mi nawet lekarz rodzinny. Pani doktor zaleciła mi dawkę pół 25 i zdrowe odżywianie – nie zagłębiała się w szczegóły („poszuka pani w Internecie, aha no i można poćwiczyć”). Nie wiedziałam co mnie czeka. Został mi ostatni rok studiów, ale moim marzeniem było studiować jeszcze tłumaczenia. Wiedziałam, że będzie ciężko – 2 kierunki, cały dzień na uczelni plus masa pracy w domu. Myśl o siłowni po prostu zepchnęłam na dalszy plan. Baterie wyczerpane.

chodakowska-motywacjaWtedy podpatrzyłam, że moja młodsza siostra Kinga ćwiczy z Ewą Chodakowską. Początkowo miałam sceptyczne podejście – to pewnie kolejna sezonowa gwiazda, którą zresztą szeroko krytykowano za to, że źle demonstruje ćwiczenia. Jednak kiedy zaczęłam ćwiczyć z Kingą trening 6 minut po trzy razy w tygodniu, zauważyłam, że moja kondycja się poprawia.  Po miesiącu ćwiczeń i przyjmowaniu Euthyroxu moja waga wskazała 73kg. Załamałam się. Jednak dalej ćwiczyłam, teraz 4 razy w tygodniu, dołączyłam do tego Skalpel. Z braku czasu i silnego stresu, którego wtedy doświadczałam, nie przyjrzałam się swojej diecie. Skąd stres? Obce ciało i partner, który nie umie okazać wsparcia. Mój partner stracił zainteresowanie tym co się ze mną dzieje. Gdy wracał do domu, kierował się od razu do monitora. Później dowiedziałam się dlaczego.  3 kolejne miesiące to tylko kłótnie, próby negocjacji (czy w ogóle można negocjować nad brakiem lojalności i wsparcia)? Żałuję tylko, że to tak długo trwało i że nie skończyło się w cywilizowany sposób:] Przez telefon, siedząc w pubie powiedział mi, że „od dawna nie widzi we mnie kobiety i kocha mnie jak siostrę”. Przez pierwszy moment zastanawiałam się czy sam na to wpadł, czy może to ona mu to podpowiedziała.  Później to już nie miało znaczenia, w tamtym momencie dla mnie umarł.

Bez toksyn w życiu

Moje wyniki wskazywały na silną anemię–nie mogłam spać, jeść, pić… Zemdlałam na schodach. Za wszelką cenę chciałam pokazać wszystkim, że jestem silna i świetnie poradzę sobie sama. Psycholog podpowiedziała mi, że mam prawo do żałoby. Mam prawo do przejścia wszystkich etapów – szoku, niedowierzania, smutku, ale wreszcie ukojenia i akceptacji.  Byłam gdzieś pomiędzy drugim a trzecim etapem, kiedy stwierdziłam, że moje ciało też musi wyjść z tego zwycięsko.

Wtedy zrobiłam sobie detoks, o którym Wam wspominałam – dietę owocowo-warzywną, jednak trochę oszukiwałam. Przez dwa tygodnie, zaczynałam dzień od Euthyroxu (teraz zwiększonego do dawki 50), potem wyciskanym sokiem z pomarańczy, grejpfruta i pietruszki. Kolejne posiłki to były przeważnie surowe warzywa, zupy, leczo, sałatki. Bardzo chciałam wrócić do ćwiczeń, dlatego do moich owocowo-warzywnych kompozycji dodawałam stopniowo twarożek, jogurty, pieczywo pełnoziarniste, chude mięso, ryby i jaja. Wprowadziłam zdrowe żywienie. Zmieniłam częstotliwość posiłków z 2-3 do 5 razy dziennie. 

daria-kikola 

 Rano, swoje ’30 minut po Euthyroxie’ przeznaczałam na przygotowanie lunchu na uczelnię – przeważnie były to sałatki warzywne z moim ulubionym awokado plus jogurt z otrębami. Znalazłam swoje naturalne chipsy- zaczęłam wcinać błonnik, gdy tylko złapał mnie ‘mały głód’. Jeśli chodzi o ćwiczenia, do Skalpela, 6-minut, dołączyłam Skalpel II i Killera. Po każdym treningu dodawałam jeszcze 10 minutowe ćwiczenia na różne partie ciała np. Mel B, Tiffany Rothe.  Zapisałam się na siłownię i na zajęcia fitness (płaski brzuch, step, jędrne pośladki, stretching). Dbałam o to, żeby ćwiczyć 5 razy w tygodniu – za każdym razem coś innego. Zaczęłam zauważać zmiany na wadze, w marcu ważyłam już 60 kg, a moje TSH spadło do 3.2!!!

siostry-hashimotki

Dzięki rodzinie i przyjaciołom, którzy nigdy nie kwestionowali mojej wartości i wspierali mnie w walce o zdrowie, obrałam dobry kierunek – nie oglądałam się już za siebie, pokochałam nową osobę, którą się stałam i podniosłam standardy – nie tylko jeśli chodzi o nowego partnera, ale także o to ile wymagam od siebie. W momencie kiedy zaczęłam zauważać efekty swojej pracy, wiedziałam, że nie mogę na tym poprzestać. Tarczyca lubi się buntować, jeśli przyzwyczaisz ją do aktywności fizycznej, a później odpuścisz, odpłaci Ci się pięknym za nadobne w postaci dodatkowych kilogramów. Przestałam to traktować jako wyrok, tylko właśnie jako motywację.

Akceptuję siebie, działam

Dziś, ponad dwa lata później, całkowicie akceptuję tornado, które wyrządziła mi w życiu niedoczynność. Okazuje się, że to  ma sens. Niedoczynność wręcz zachęca mnie do rozsądnego egoizmu. Nie jest idealnie, gdy objawy nasilają się – wtedy baczniej przyglądam się diecie i suplementacji, robię badania, obserwuję swój tryb życia i aktywność fizyczną- staram się maksymalnie wyeliminować stres – niedoczynność jest do tego świetną wymówką. Gdy czytam o tym, że jest to „ciężka choroba”, czuję wewnętrzny sprzeciw. Jeśli wpadniemy w lawinę narzekania, nakręcania i użalania się nad sobą, nic dziwnego, że często kończy się to depresją. Cieszę się, że mnie to ominęło. Widzę sens w pracy nad sobą – ograniczyłam gluten i laktozę, ćwiczę 3 razy w tygodniu, nie przeciążam się, w końcu pozwalam sobie na relaks i nie czuję się winna.

ja_i_c582

Jestem w szczęśliwym związku z dojrzałym emocjonalnie facetem, który jest dla mnie ogromnym wsparciem. Jak pewnie zauważyliście na FB, Ł. podchodzi do niedoczynności z przymrużeniem oka – lubi z niej żartować, a jednocześnie uczestniczy w tym co się ze mną dzieje – gdy mam gorszy dzień opiekuje się mną, wspólnie ze mną stara się prowadzić zdrowy i aktywny tryb życia i … nigdy nie pozwala mi zmarznąć. Najbardziej jednak cieszę się z tego, że nie pozwoliłam sobie wmówić, że czegoś nie mogę, bo mam niedoczynność. Skończyłam te dwa kierunki, pracuję, prowadzę Fundację Ocaleni, piszę dla Was. I jeszcze tyle przede mną:) Dziękuję, że jesteście ze mną już od dwóch lat! 

metamorfoza-na-twarzyWalka z niedoczynnością tarczycy wymaga Twojej cierpliwości i pracy. Zdrowa osoba zaobserwuje zmiany na swoim ciele po 4 tygodniach ćwiczeń. U nas nie ma na to reguły, może to właśnie magiczne 4 miesiące tak jak u mnie? Na pewno przyjdzie taki moment, że zechcesz się poddać, bo nie widzisz efektów. Nie rób tego. Nie chcesz zaczynać od nowa! Jestem z Tobą, kibicuję i czekam na efekty:) Wiem, że wiele/wielu z Was doznało odrzucenia przez niedoczynność, macie wrażenie, że Wasze życie zmieniło się nieodwracalnie. Zawsze możecie obrócić to w coś dobrego. Czekam na Wasze historie i życzę Wam idealnych wyników. Patrzymy tylko przed siebie!

Tak w dużym skrócie zmieniło mnie oswajanie się z niedoczynnością tarczycy

metamorfoza-daria

2 komentarze

W ciąży...z niedoczynnością tarczycy?! 29 grudnia 2016 z 20 h 15 min

[…] grubaskiem i ostatnia rzecz, o którą wtedy się martwiłam to brak szans na potomstwo. Tak jak już kiedyś wspominałam, w tym okresie ogromnego stresu dostarczyły mi kłopoty osobiste, z których całe szczęście […]

Odpowiedz
Bella 13 sierpnia 2017 z 20 h 57 min

Kochana Twoja waga nie była kosmiczna, a z 65 kg skoczyłam na 99 kg…

Odpowiedz

Podziel się opinią!