życie z niedoczynnością

[Uwaga!] Potrzebna dawka motywacji – niedoczynność tarczycy

napisała Daria Kikoła 26 listopada 2015 7 komentarzy

Jeśli brakuje Ci motywacji, aby „oswoić” niedoczynność – nie czytaj dalej. Wiadomość od Kasi otrzymałam dzisiaj i nie ukrywam, bardzo przypomina mi wpisy na forach niektórych grup poświęconych Hashimoto czy niedoczynności. Wywołują niebezpieczną lawinę narzekania. Pomyślałam jednak, że wiele z nas było na podobnym etapie i dziś, bogatsze o doświadczenie, możemy wesprzeć kolejną Niedoczynną.

Witaj,

od ponad 3 lat walczę z niedoczynnością tarczycy. Moja historia nie różni się za bardzo od innych, oprócz tego, że każdy zaakceptował moją chorobę, oprócz mnie samej. Jeszcze 5 lat temu byłam bardzo aktywną osobą. Nie wyobrażałam sobie dnia bez biegania, ćwiczeń i diety. Moja waga przy wzroście 165 była w granicach 50 kg. Potem moja mama zachorowała na białaczkę.. Stres, ciągle latałam między szpitalem, szkołą a domem. Zaczęłam tyć, mogłam spać cały dzień i nadal czuć się jak po nieprzespanej nocy. Do tego okropne migreny, które nie dawały mi żyć.. Czułam się jak upośledzona, bo nagle przestałam móc się uczyć. Dosłownie wiedza odbijała się od mojej głowy, a byłam w klasie maturalnej. Miałam pierwsze objawy depresji, przy gorszym dniu myślałam, by to wszystko olać i pożegnać się.. Każdy zwalał to na stres i każdy lekarz odsyłał mnie z kwitkiem. Miałam wsparcie swojego chłopaka, z którym jestem do tej pory, jednak ciężko mu było zrozumieć, jak nagle może mi się nie chcieć o siebie dbać i, że wymyślam.
3 lata temu po raz pierwszy miałam zbadane TSH, które było w normie, ale dopiero współczynniki FT3/4 pokazały prawdę. Szybko wdrożone leczenie, przypisywane dodatkowo leki na demencję, by mózg mi wreszcie ruszył, Euthyrox 100 biofer i magnez.. Było lepiej, włosy lepsze, nauka jakoś poszła.
Jednak moja waga nie ruszyła się z miejsca. W momencie wykrycia niedoczynności ważyłam 72 kg. Dzisiaj ważę 68 i płakać mi się chce, gdy widzę siebie w lustrze. Nie mam chęci by walczyć o swoje dawne ciało, które podstępna choroba mi odebrała. Gardzę sobą za lenistwo, ale nie mam siły rano wcześniej wstać, a po pracy pierwsze co robię to idę się przespać, by potem móc zrobić obiad sobie i mojemu facetowi. Ostatnio, gdy zawzięłam się i włączyłam sobie zwykłe, najzwyklejsze ćwiczenia z Ewą Chodakowską, którą tak wszystkie Niedoczynne wychwalają to po 10 min dostałam takiego ataku duszności, że zrezygnowana nie mogłam patrzeć na siebie przez 2 dni… Nie znam nikogo ze swojego środowiska, kto ma podobne problemy, nie mam z kim porozmawiać, dostać wsparcia. Mój chłopak, który jest ze mną od samego początku wychodzi już z założenia, że kocha mnie taką jaką jestem.. I już. Ale ja siebie nie potrafię zaakceptować. Może wydawać się łatwo „wstać wcześniej”, „iść pobiegać”, „zrobić coś ze sobą”, ale dla mnie jest sukcesem, jak wstanę bez dodatkowej drzemki do pracy.. Sukcesem jest, gdy nie nakrzyczę na nikogo tylko z uśmiechem przejdę przez cały dzień..
Teraz dodatkowo pojawiły się problemy ginekologiczne. Przez rozchwiany poziom TSH, który 3 miesiące temu był na poziomie 0.003 musiałam zrezygnować z tabletek antykoncepcyjnych. Teraz borykam się z ciągłymi cystami na jajnikach, bo przez niskie TSH tworzą się torbiele. Ból, jaki sprawiają jest chyba gorszy od porodu.. I tak co miesiąc. To dołuje. Odbiera chęć walki o siebie i myślenie pozytywnie o przyszłości.

Może podzielenie się z Wami moją historią sprawi, że odnajdę chęć i poznam ludzi, którzy podobnie jak ja nie radzą sobie psychicznie z chorobą. I każdemu życzę zapału do walki z chorobą.

Pozdrawiam
Kasia

Kasiu, zachęcam Cię do znalezienia sprawdzonego endokrynologa (a najlepiej endokrynologa-ginekologa). Tutaj znajdziesz listę, którą wspólnie tworzymy z innymi Niedoczynnymi.

Wśród objawów, które opisujesz i który chyba sprawił Ci największe problemy jest tzw. brain fog – czyli trudności z zapamiętywaniem i koncentracją. Wielu Niedoczynnych (w tym ja) przyznaje, że zauważyli u siebie znaczną poprawę po odstawieniu glutenu. Pisałam o tym tutaj.

Martwi mnie to, że jesteś tak bardzo skoncentrowana na tym, jak jest Ci źle, że nie dostrzegasz wagi pozytywów w swoim życiu (np. chłopaka, który wciąż Ci towarzyszy mimo wszystko).  Czy jest coś w Twoim życiu co Cię pasjonuje i potrafi pochłonąć bez reszty? Czy dostrzegasz w swoim otoczeniu kogoś, komu jesteś przydatna i możesz w jakikolwiek sposób pomóc? To właśnie rutyna i życie z dnia na dzień są pożywką dla niedoczynnej depresji. Możesz zacząć od małych zmian – może właśnie przygotowując obiad dla chłopaka warto zaskoczyć siebie i jego nową potrawą? Może w momencie, gdy nie możesz oprzeć się drzemce, wybierzcie się na krótki spacer?

Mam wrażenie, że tak bardzo tęsknisz za swoim „dawnym życiem” i chcesz je odzyskać za wszelką cenę, że podświadomie wywierasz na sobie presję, co kończy się właśnie atakami duszności, czy nasileniem bólu. Czy mówiłaś o tym lekarzowi? Jeśli dostałaś od lekarza „zielone światło” do ćwiczeń, może skorzystasz z tych kilku technik motywacji do podjęcia aktywności fizycznej dla Niedoczynnych.

Akceptacja siebie i ujarzmienie niedoczynności są możliwe tylko, jeśli naprawdę tego chcesz. Skoro podjęłaś wysiłek, żeby do nas napisać, wierzę, że naprawdę Ci na tym zależy. Może warto spojrzeć na siebie z przymrużeniem oka? W tym miejscu chętnie przypomnę Ci 8 powodów dlaczego warto zakochać się w Niedoczynnych:) 

 Niedoczynni, jak myślicie, jak jeszcze możemy zmotywować Kasię?

Przeczytaj

7 komentarzy

Monika 26 listopada 2015 z 19 h 19 min

Wydaje mi się, że ja też choruję na niedoczynność. Wzrost wagi, cykle po 50-70 dni, brak chęci do życia, ciągłe zmęczenie, nerwowość. Od około pół roku to się bardzo nasiliło. W grudniu badania, potem lekarz. Szukam dobrego lekarza, chcę żyć jak wcześniej… Kasiu nie poddawaj się! My musimy wymagać od siebie więcej, nież zdrowy człowiek. Damy radę! Dziękuję za tą stronę! 🙂 Pozdrawiam Was Niedoczynni 🙂

Odpowiedz
Kaczusia 26 listopada 2015 z 19 h 49 min

hej 🙂 ja również borykam się z niedoczynnością tarczycy już 15 lat. Biorę tabletki od 6 roku życia. W tej chwili mam 21 lat i biorę Eutyrox 100 i Eutyrox 75. Uwierz mi, że z tym da się żyć normalnie 😉 Trzeba tylko zmienić swoje nawyki żywieniowe i nastawienie do świata 😉 może ciężko jest schudnąć, ale mnie się udało 15 kilo w 2 lata i dalej walczę o to, aby udało mi się więcej zrzucić. Dlatego głowa do góry! 🙂

Odpowiedz
Anonim 26 listopada 2015 z 20 h 15 min

Miałam podobną historię zresztą jak prawie każda z nas. W odpowiednim momencie się obudziłam gdy moja waga pokazywała 12 kg więcej oczywiście już nie pokazuje 😉 Moja recepta zacznij od tego co sprawia Ci przyjemność ja początkowo wychodziłam na rower, później nordic walking gdzie wszyscy się śmiali, że wyglądam jak Babcia 😀 ale mnie to nie ruszyło następnie zaczęłam biegać. Teraz regularnie biorę udział w biegach cyklicznych z dobrym czasem i wszyscy się tylko pytają jak to osiągnęła. Pamiętaj walczysz o swoje zdrowie o możliwość by mieć w przyszłości pełną zdrową rodzinę. Ps. Ćwiczę od 2 lat, a pierwsze swoje ćwiczenia z Chodakowska miałam wczoraj i powiem szczerze, że nawet mi dały wycisk na takie rzeczy przyjdzie jeszcze czas najpierw rozkreć swoje ciałko. Pozdrawiam 🙂

Odpowiedz
Dorota 26 listopada 2015 z 20 h 29 min

Najpierw musisz zaakceptować to, że coś takiego Ci się przytrafiło. Ani to miłe, qni łatwe ale bardzo potrzebne. Wtedy będziesz mogła realnie ocenić na co masz wpływ i co możesz zmienić , i małymi krokami zacznij do tego dążyć. Nie wkurzaj się na siebie za chwile słabości. Wiem, że to brutalne ale nie możesz się skupiać się jedynie na życiu, wlosach czy Twoim ciele sprzed choroby. To trochę tak jak w wieku lat 70 żyć młodością i mieć pretensje , że przeminela. Można przegapić wiele pięknych chwil prawda? Tak samo jest z Tobą i z nami. Lepiej skupic się na tym na co wpływ mamy, na tym co nas otacza. Masz wspaniałego mężczyznę , który jest z Tobą , kocha Cie i Cie wspiera! 🙂 to więcej niż ma niejedna zdrowa dziewczyna. Musisz na nowo siebie zaakceptować, a to, ze wazysz więcej , wcale nie oznacza, że nie mozesz o siebie dbać! Dodatkowo chociaż wcale nie polecam pocieszać siebie nieszczęściem innych, jest wiele chorób duzo gorszych od niedoczynności, wiec warto mieć świadomość , że nie mamy najgorzej. Zaakceptuj siebie , kup sobie coś ładnego , idź do fryzjera i wystrój się dla swojego faceta. Tam gdzie możesz chodź na piechotę , jedz smacznie i zdrowo. A jak masz dość , idź spać , jutro będzie lepiej! 🙂 dasz radę, wiem co mówię też to przerabialam. A uwierz mi , niedoczynne to najtwardsze i najkonkretniejsze babki ever 😉

Odpowiedz
BogusiaM 26 listopada 2015 z 21 h 04 min

Mi też się często nie chce i teraz na początku jesieni było mi bardzo ciężko się zmotywować, po części zmuszałam się do ćwiczeń 3 razy w tygodniu, a teraz zawzięłam się i od 4 dni ćwiczę codziennie i tak planuję by pozostało. Chociaż te 20 minut jogi, czy ćwiczeń z Chodakowską -jej programy są naprawdę bardzo skuteczne, trzeba tylko już ruszyć ten tyłek z kanapy. Też nieraz podczas ćwiczeń krzyczę, przystaję i mam dość, ale nie poddaję się.

Jedno czego nie zaprzestałam to dieta, u mnie pozytywne efekty przyniosło odstawienie laktozy, a nawet zastanawiam się poważnie nad weganizmem. Coraz więcej gotuję z przepisów dla wegan i to też ma mniej kalorii niż pizza czy inne posiłki.

I tak jak piszesz, niech się cieszy swoim chłopakiem i małymi sukcesami. Myślę, że dodatkowo może ją dołować fakt odstawienia tabletek hormonalnych, strach przed niechcianą ciążą. Bo przecież jest jeszcze młoda. Więc może trzeba pomyśleć o kalendarzyku menstruacyjnym (teraz do tego są nawet aplikacje na telefon, wystarczy wklepać daty miesiączki) + prezerwatywach dla większej pewności.

Ja się staram cieszyć się z małych rzeczy by żyć dalej:)

Odpowiedz
troska 8 stycznia 2016 z 15 h 37 min

Nie wiem jak dopisać lekarza do listy. Kraków – dr Renata Stępień-Dutka. Pierwsza, która ogarnia mnie i moje hashi+insulinooporność+hiperprolaktynemię. Anioł nie kobieta <3 Gdyby nie ona pewnie nadal nie wiedziałabym o dwóch chorobach i za kilka lat nie mogłabym zajść w ciąże i miała cukrzycę. Przyjmuje na Ruczaju w przychodni Medren. Szczerze polecam!

Odpowiedz
Sylwia_Kaluzna 30 stycznia 2016 z 21 h 03 min

A czy ktoś zna endokrynologa w Gliwicach, Zabrzu, okolicach, zorientowanego na chociażby ogromną rolę diety w hashimoto
a nie samo branie Letroxu? 🙂

Odpowiedz

Podziel się opinią!