„Jestem tak gruba, że nie mogę nawet patrzeć na siebie w lustrze. Brzydzi mnie ten widok.” „Wiem, że 63 kg przy 168 cm może dla innych nie być tragedią, ale dla mnie osobiście to dramat. Oddam wszystko za moją dawną figurę!” „Zmuszam się do współżycia. Mój partner twierdzi, że uwielbia każdą fałdkę na moim ciele, ale ja nigdy się nie pogodzę z tym jak wyglądam. Seks? Tylko po ciemku, najlepiej w ubraniu.” Gdy czytam Wasze wiadomości oraz wpisy w grupach na Facebooku, zastanawiam się jak to możliwe – tak wiele Niedoczynnych, zarówno kobiet jak i mężczyzn, nie potrafi zaakceptować siebie. Dlaczego odmawiamy sobie prawa do szczęścia?
Internet pamięta. A Ty? Niedoczynni w sieci
-Czy Ty w ogóle wiesz co to znaczy mieć niedoczynność?! To właśnie dlatego przechodzę emocjonalne tornado!- czasami mam ochotę wykrzyczeć to wszystkim dokoła (później i tak się okazuje, że to zwykły PMS). Tak wiele z Was pisze jednak o braku zrozumienia ze strony najbliższych. Nic więc zatem dziwnego, że powstają internetowe grupy wsparcia dla chorych na Hashimoto i niedoczynność. Dziwne jest jednak to, jak my Niedoczynni zachowujemy się w sieci. I jak szkodzimy sobie nawzajem. #internetpamieta
Nakręcanie się – kto z nas ma gorzej?
Codziennie obiecuję sobie, że opuszczę tą grupę na Facebooku. Wpisy, które wyświetlają się w aktualnościach: „u mnie tragedia ostatnio”, „jestem załamana”, „mam deprechę” i odpowiedzi, w których inni niedoczynni próbują licytować się, kto ma gorsze objawy. NIEKTÓRZY MUSZĄ AŻ PISAĆ CAPSLOCKIEM. Czy tak wygląda wsparcie? Jedna z członkiń grupy wspomniała ostatnio, że należy także do grupy wsparcia osób zmagających się z chorobą nowotworową – tam panuje dużo bardziej pogodny nastrój. Jak to się dzieje, że jesteśmy tak zapatrzeni w siebie, w to jak nam trudno, że poddajemy się lawinie narzekania i podpisujemy się pod tym własnym nazwiskiem?
Twoje objawy nie są anonimowe
Nie wiesz, kto tak naprawdę jest po drugiej stronie i czyta Twoje posty. Zanim napiszesz „dziewczyny, co robić mam luźne stolce”, „laseczki, moje libido jest zerowe, mogłabym w ogóle nigdy tego nie robić”, zastanów się 3 razy. W Internecie nic nie ginie, a my zachowujemy się, jakbyśmy byli w gabinecie lekarskim – obnażamy najbardziej intymną sferę naszego życia. Skąd pewność, że do tej samej grupy nie należy Twój pracodawca, dziewczyna Twojego syna, przyszła teściowa?
Pułapka autodiagnozy
Kolejnym zachowaniem, które jest niebezpieczne, a należy chyba do ulubionych aktywności niedoczynnych są prośby o interpretacje wyników. Bez obaw zamieszczamy zdjęcie wyników badań z prośbą o diagnozę – zapominamy jednak, że oprócz widełek i wyniku, udostępniamy także nasz PESEL, imię i nazwisko oraz inne dane, które nie tylko ułatwiają namierzenie nas, ale także ułatwiają sprawę oszustom.
Jeszcze bardziej niebezpieczne jest jednak to, że wyrabiamy w sobie odruch szukania pomocy u laików, zamiast zgłosić się do specjalisty. Przerażają mnie przyszłe i obecne matki, które udostępniają wyniki i szukają pomocy w internecie, zamiast udać się do lekarza. Przecież od tego zależy zdrowie i życie dziecka. Tak, doskonale rozumiem, że brakuje lekarzy z powołania i ciężko znaleźć endokrynologa, który odpowie na każde nurtujące nas pytanie. Jeśli jednak przestajemy szukać na rzecz internetowych ekspertów…Czy można to tłumaczyć brain fogiem i chwilowym brakiem zdolności do kierowania się rozsądkiem?
Nielegalny handel lekami
Niedoczynni bywają też przedsiębiorczy i pomocni- oferują sprzedaż leków wydawanych na receptę, co w Polsce jest nielegalne. Zanim opublikujemy prośbę o lek „na już” i zaufamy osobie, którą znamy tylko z Internetu, pamiętajmy, że za taką transakcję grozi do 2 lat więzienia.
Kochani, nasza choroba nie musi definiować naszego wizerunku w sieci. Nie chcemy przecież uchodzić za wiecznie niezadowolonych lekomaniaków, którzy rezygnują z pomocy specjalistów w realu – nic nie zastąpi konsultacji z kompetentnym endokrynologiem, dietetykiem, psychologiem. Jeśli nie na NFZ to prywatnie. Prywatnie, a nie na publicznym forum.
Zdrówka!
Wpis jest częścią kampanii społecznej blogerów i Fundacji Ocaleni pod honorowym patronatem Rzecznika Praw Dziecka. Więcej o kampanii przeczytasz tutaj.
















