Jeśli brakuje Ci motywacji, aby „oswoić” niedoczynność – nie czytaj dalej. Wiadomość od Kasi otrzymałam dzisiaj i nie ukrywam, bardzo przypomina mi wpisy na forach niektórych grup poświęconych Hashimoto czy niedoczynności. Wywołują niebezpieczną lawinę narzekania. Pomyślałam jednak, że wiele z nas było na podobnym etapie i dziś, bogatsze o doświadczenie, możemy wesprzeć kolejną Niedoczynną.
Witaj,
od ponad 3 lat walczę z niedoczynnością tarczycy. Moja historia nie różni się za bardzo od innych, oprócz tego, że każdy zaakceptował moją chorobę, oprócz mnie samej. Jeszcze 5 lat temu byłam bardzo aktywną osobą. Nie wyobrażałam sobie dnia bez biegania, ćwiczeń i diety. Moja waga przy wzroście 165 była w granicach 50 kg. Potem moja mama zachorowała na białaczkę.. Stres, ciągle latałam między szpitalem, szkołą a domem. Zaczęłam tyć, mogłam spać cały dzień i nadal czuć się jak po nieprzespanej nocy. Do tego okropne migreny, które nie dawały mi żyć.. Czułam się jak upośledzona, bo nagle przestałam móc się uczyć. Dosłownie wiedza odbijała się od mojej głowy, a byłam w klasie maturalnej. Miałam pierwsze objawy depresji, przy gorszym dniu myślałam, by to wszystko olać i pożegnać się.. Każdy zwalał to na stres i każdy lekarz odsyłał mnie z kwitkiem. Miałam wsparcie swojego chłopaka, z którym jestem do tej pory, jednak ciężko mu było zrozumieć, jak nagle może mi się nie chcieć o siebie dbać i, że wymyślam.
3 lata temu po raz pierwszy miałam zbadane TSH, które było w normie, ale dopiero współczynniki FT3/4 pokazały prawdę. Szybko wdrożone leczenie, przypisywane dodatkowo leki na demencję, by mózg mi wreszcie ruszył, Euthyrox 100 biofer i magnez.. Było lepiej, włosy lepsze, nauka jakoś poszła.
Jednak moja waga nie ruszyła się z miejsca. W momencie wykrycia niedoczynności ważyłam 72 kg. Dzisiaj ważę 68 i płakać mi się chce, gdy widzę siebie w lustrze. Nie mam chęci by walczyć o swoje dawne ciało, które podstępna choroba mi odebrała. Gardzę sobą za lenistwo, ale nie mam siły rano wcześniej wstać, a po pracy pierwsze co robię to idę się przespać, by potem móc zrobić obiad sobie i mojemu facetowi. Ostatnio, gdy zawzięłam się i włączyłam sobie zwykłe, najzwyklejsze ćwiczenia z Ewą Chodakowską, którą tak wszystkie Niedoczynne wychwalają to po 10 min dostałam takiego ataku duszności, że zrezygnowana nie mogłam patrzeć na siebie przez 2 dni… Nie znam nikogo ze swojego środowiska, kto ma podobne problemy, nie mam z kim porozmawiać, dostać wsparcia. Mój chłopak, który jest ze mną od samego początku wychodzi już z założenia, że kocha mnie taką jaką jestem.. I już. Ale ja siebie nie potrafię zaakceptować. Może wydawać się łatwo „wstać wcześniej”, „iść pobiegać”, „zrobić coś ze sobą”, ale dla mnie jest sukcesem, jak wstanę bez dodatkowej drzemki do pracy.. Sukcesem jest, gdy nie nakrzyczę na nikogo tylko z uśmiechem przejdę przez cały dzień..
Teraz dodatkowo pojawiły się problemy ginekologiczne. Przez rozchwiany poziom TSH, który 3 miesiące temu był na poziomie 0.003 musiałam zrezygnować z tabletek antykoncepcyjnych. Teraz borykam się z ciągłymi cystami na jajnikach, bo przez niskie TSH tworzą się torbiele. Ból, jaki sprawiają jest chyba gorszy od porodu.. I tak co miesiąc. To dołuje. Odbiera chęć walki o siebie i myślenie pozytywnie o przyszłości.Może podzielenie się z Wami moją historią sprawi, że odnajdę chęć i poznam ludzi, którzy podobnie jak ja nie radzą sobie psychicznie z chorobą. I każdemu życzę zapału do walki z chorobą.
Pozdrawiam
Kasia
Kasiu, zachęcam Cię do znalezienia sprawdzonego endokrynologa (a najlepiej endokrynologa-ginekologa). Tutaj znajdziesz listę, którą wspólnie tworzymy z innymi Niedoczynnymi.
Wśród objawów, które opisujesz i który chyba sprawił Ci największe problemy jest tzw. brain fog – czyli trudności z zapamiętywaniem i koncentracją. Wielu Niedoczynnych (w tym ja) przyznaje, że zauważyli u siebie znaczną poprawę po odstawieniu glutenu. Pisałam o tym tutaj.
Martwi mnie to, że jesteś tak bardzo skoncentrowana na tym, jak jest Ci źle, że nie dostrzegasz wagi pozytywów w swoim życiu (np. chłopaka, który wciąż Ci towarzyszy mimo wszystko). Czy jest coś w Twoim życiu co Cię pasjonuje i potrafi pochłonąć bez reszty? Czy dostrzegasz w swoim otoczeniu kogoś, komu jesteś przydatna i możesz w jakikolwiek sposób pomóc? To właśnie rutyna i życie z dnia na dzień są pożywką dla niedoczynnej depresji. Możesz zacząć od małych zmian – może właśnie przygotowując obiad dla chłopaka warto zaskoczyć siebie i jego nową potrawą? Może w momencie, gdy nie możesz oprzeć się drzemce, wybierzcie się na krótki spacer?
Mam wrażenie, że tak bardzo tęsknisz za swoim „dawnym życiem” i chcesz je odzyskać za wszelką cenę, że podświadomie wywierasz na sobie presję, co kończy się właśnie atakami duszności, czy nasileniem bólu. Czy mówiłaś o tym lekarzowi? Jeśli dostałaś od lekarza „zielone światło” do ćwiczeń, może skorzystasz z tych kilku technik motywacji do podjęcia aktywności fizycznej dla Niedoczynnych.
Akceptacja siebie i ujarzmienie niedoczynności są możliwe tylko, jeśli naprawdę tego chcesz. Skoro podjęłaś wysiłek, żeby do nas napisać, wierzę, że naprawdę Ci na tym zależy. Może warto spojrzeć na siebie z przymrużeniem oka? W tym miejscu chętnie przypomnę Ci 8 powodów dlaczego warto zakochać się w Niedoczynnych:)
Niedoczynni, jak myślicie, jak jeszcze możemy zmotywować Kasię?















