Godzina 4.15 , czuję jak zalewa mnie fala ciepła.
-Ł. ! Chyba odeszły mi wody!
-No dobra, ale ile ich jest? – Ł. pyta z niedowierzaniem i z wielkim wysiłkiem otwiera jedno oko.- Położna mówiła, że mają być dwie szklanki. – obraca się na drugi bok. Za chwilę słyszę już błogie pochrapywanie. Podnoszę się, żeby zmienić piżamę…i już wiem, że za sekundę chluśnie ze mnie Niagara.
To nie był poród zgodny z planem – według planu mojego ex-endokrynologa miałam przecież nigdy nie zajść w ciążę.










