życie z niedoczynnością

„O ja bidulka”

napisała Daria Kikoła 24 maja 2015 5 komentarzy
uzalanie-sie-tarczyca

Gdy rozmawiam z niedoczynnymi, spotykam się z różnym podejściem do naszej choroby. Niektórzy uważają niedoczynność za koniec świata, załamują ręce i wpadają w przygnębienie bez podjęcia próby zmiany stylu życia. Są też osoby, dla których niedoczynność nie wiąże się z żadnymi przykrymi symptomami – nie tyją, nie tracą włosów, jedyne co się zmieniło to poranki, które rozpoczynają się od przyjęcia tabletek. 

Prawda (zresztą niezbyt odkrywcza) jest taka, że każdy z nas może pochwalić się indywidualnym zestawem objawów o różnym stopniu intensywności występowania i właśnie dlatego powinniśmy powstrzymać się od oceniania innych.

Bez wątpienia niedoczynność niesie za sobą zmiany, a Ty jak najbardziej masz prawo je przeboleć. Do wyroku niedoczynności można podejść jak  do zerwania związku, czy straty. Pamiętajmy jednak, że taki stan „żałoby” po naszym życiu bez niedoczynności nie powinien trwać zbyt długo – wiesz czym grozi rozpaczanie, które przeciąga się na okres dłuższy niż kilka tygodni…?  Najgorszym scenariuszem, czyli depresją.

Head in Hands

Nie użalaj się nad sobą

Ile razy słyszałaś to zdanie?

Najczęściej wypowiada je osoba, która nigdy nie straciła kontroli nad wagą, metabolizmem i samopoczuciem. Nie motywuje Cię to? Nic dziwnego.

Ta osoba ma jednak rację. Słowa, które wypowiadasz na głos mają moc stawania się prawdą. Jeżeli notorycznie potwarzasz, że nie możesz schudnąć – najprawdopodobniej w najbliższym czasie nie zgubisz oponki. Na tym właśnie polega siła autosugestii.

To działa w obie strony. Dlatego codziennie rano gdy patrzysz w lustro wmawiaj sobie, że się nie poddasz, że cierpliwość popłaca i że Twoje krągłości stają się już widocznie jędrniejsze. W końcu to zauważysz. Oczywiście, jeśli zaczniesz w tym kierunku działać:) 

Do dzieła!

Ani się waż!

stresUnikaj wagi jak ognia – to największy demotywator niedoczynnych. Nasza waga waha się zależnie od momentu cyklu czy zaburzeń hormonalnych i tak o to wczoraj mogłaś ważyć wymarzone 60 kg, ale dziś to już 63 kg (tak, jest to możliwe). Nie funduj sobie dodatkowego stresu każdego poranka – zamiast tego wykorzystaj 30 minut pomiędzy tabletką a śniadaniem na aktywność fizyczną. Przy okazji podskoczą Ci endorfiny i zaczniesz dzień z uśmiechem na twarzy.

Wszystko bez sensu

Zastanów się co Ci daje ciągłe narzekanie? Chwilową ulgę? Pozwól, że pomogę Ci rozliczyć bilans strat:

1505217_620229218054571_5633872163806734744_nWylewając na Facebooku gorzkie żale, czy bombardując przyjaciół marudzeniem budujesz mur, który nie łatwo będzie zburzyć. Czy lubisz przebywać pośród osób, które nie dostrzegają niczego innego poza swoją krzywdą? Ja też nie.  

Co jeśli musisz koniecznie się wygadać? Znajdź kogoś, kto na pewno zrozumie – najlepiej niedoczynnego. Istnieją zamknięte grupy na FB, w których nie musisz się obawiać, że Twój post o problemie z zaparciami przeczyta całe grono znajomych. 

Kochanego ciała nigdy za wiele? 

demo

Kreując negatywny wizerunek siebie odpychasz też potencjalnego lub aktualnego partnera. Bez dwóch zdań zasługujesz na wsparcie i doping w walce o zdrowie! Nie możesz jednak o nie żebrać w sposób, którego boją się faceci:

„Kochanie, powiedz mi, że nie jestem wcale taka gruba”

„Jestem taka beznadziejna, powiedz mi coś miłego”

Zamiast tego zaproponuj:

„Kochanie, może wybierzemy się razem na siłownię?’

Facet, który zauważy, że źle się czujesz ze sobą i nic z tym nie robisz, to facet, którego za chwilę nie będzie. Natomiast facet, który widzi jak się starasz, a mimo wszystko nie stroni od kąśliwych uwag, to właśnie kolejna przeszkoda na drodze do Twojego sukcesu. Wiesz co z nią zrobić.

Błędne koło

karmaUżalanie się to jednak nie tylko problem otoczenia, ale przede wszystkim Ciebie samej. Jak to działa? Nakręcasz się.

Im bardziej użalasz się nad sobą, tym mniej robisz dobrego dla tarczycy- popadasz w apatię, przestajesz ćwiczyć, coraz częściej pozwalasz sobie na fastfoody, zajadasz smutki słodyczami albo, co gorsza, zapijasz je alkoholem? A waga rośnie…

Możesz popełniać też odwrotny błąd – stawiasz sobie nierealne cele, rozpowiadasz wszystkim dokoła, że za miesiąc będzie Ciebie o 10 kg mniej, katujesz się do upadłego na siłowni, łykasz specyfiki wątpliwego pochodzenia i stresujesz się, gdy znajomi zaczynają pytać: „a jak tam twoja dieta? chyba odpuściłaś…”?

Załatw to inaczej. Nie mów nikomu o tym jakie są Twoje cele i realizuj je po cichu. Działaj, zamiast o tym mówić. Dopiero się zdziwią, gdy z czasem osiągniesz zamierzony efekt! Jeżeli potrzebujesz ciągłego dopingu, skorzystaj z darmowej aplikacji Weilos , gdzie poznasz innych zmagających się z nadwyżką kilogramów – kto wie, może staniesz się czyjąś inspiracją? 

weilosaa

Wiem jak to jest, gdy mimo dobrych wyników, tarczyca znów się buntuje – włosy zaczynają mocniej wypadać, a pod skórą nie wiedzieć czemu gromadzi się coraz więcej wody. Doskonale rozumiem, jak to może irytować. Zanim jednak zacznę wyładowywać swoje frustacje na otoczeniu, chcę upewnić się, że zrobiłam wszystko, aby temu zapobiec. 

Może czas zrezygnować z glutenu?

A może powinnam zróżnicować treningi?

Może kondycja moich włosów jest słaba, bo w diecie brakuje witamin A i E?

Niedoczynność tarczycy pcha nas do pogłębiania wiedzy o naszym organiźmie i samodzielnego poszukiwania nowych rozwiązań dla zdrowia (niestety, nie każdy endokrynolog ma holistyczne podejście do leczenia objawów NT).  Kiedy Twój organizm woła o pomoc, Ty chcesz tak po prostu odpuścić? 

Wiele z Was pisze do mnie „mam depresję” – ale czy rzeczywiście tak jest? Czy szukałyście pomocy specjalisty, który zdiagnozował ten problem? Zanim pospieszysz się z diagnozą, proszę spróbuj połączyć aktywność fizyczną z relaksem (kino, masaż, gorąca kąpiel, pedicure, itp.) lub chociaż przez chwilę skupić się na historiach innych ludzi – wsłuchaj się w to, co relacjonuje Ci przyjaciółka, chwyć za książkę opartą na faktach, pielęgnuj w sobie empatię pomagając komuś i sprawdź, czy to sprawia, że czujesz się lepiej. Jeśli wciąż to wszystko Cię przerasta, nie czekaj i nie wstydź się udać do lekarza psychiatry, który powinien skierować Cię do psychologa i jeśli to konieczne, włączyć leczenie farmakologiczne.

A jak Ty radzisz sobie z pokusą użalania się nad sobą? Podziel się w komentarzach!

 

Przeczytaj

5 komentarzy

M 24 maja 2015 z 15 h 27 min

Czytając twój post od razu pomyślałam „Kurde, to chyba o mnie XD”. Dla mnie najwieksza motywacją jest myśl, że moja tarczyca nie bedzie mi dyktować jak ma wyglądać moje życie 🙂 Zawsze gdy ćwicze czy mam ochote na coś „zakazanego” to właśnie ta myśl mnie motywuje. Miewam gorsze i lepsze dni, jak każdy ale walcze i mam nadzieje, że z dnia na dzień bedzie coraz lepiej.

Odpowiedz
Nuta 24 maja 2015 z 15 h 56 min

Użalam się nad sobą- samej sobie i jest mi z tym często bardzo źle. Wiem, że robię źle, ale jest to silniejsze ode mnie. Czasami wyciągam z głębin samej siebie siłe, ale ćwiczyc, wprowadzić dietę- lecz jest to krótkotrwałe. Rezygnuję po 2 tygodniach (zdarzało sie i po 2 dniach ) … były i przebłyski na pare miesięcy. Denerwuję się gdy dopada mnie apatia, gdy nie mogę nawet na 2 mm przesunąć obrączki na palcu, kiedy myję włosy a sitku jest ich o wiele więcej niż ostatnimi czasy … Złoszczę się na lekarza, któremu płacę po 150 zł za wizytę i niczego się nie dowiaduję. Dostaję tylko receptę eutyrox125…pomimo złego wyniku podobno nie moge przyjąć większej dawki…Nic nie wiem…poza tym że od 11 lat moje wyniki sie pogarszaja i kiedyś przyjdzie na maksymalna dawkę. Postaram się troche inaczej patrzeć na ten mój świat. Muszę wychowac moje małe dzieci, które prawdopodobnie będą miały włączone leczenie …wtedy chyba wymięknę na maksa …obwiniam się za to że po mnie mogły zachorować 🙁

Odpowiedz
jocer 24 maja 2015 z 16 h 10 min

NUTA,dobrze to ujęłaś, czuję tak samo ….. ja choruję na NT już prawie 10 lat,do stycznia nie było jakiś większych dolegliwości związanych z chorobą, zresztą nie było czasu na użalanie się nad sobą, bo praca i w ubiegłym roku w lutym przeszłam operację na otwartym sercu, więc jakoś moje Hashimoto poszło w odstawkę….. ale od stycznia to jakaś masakra, przybyło 10 kg, ciągłe zmęczenie, apatia, nic mi się nie chce, mam problem nawet żeby wyjść z domu, huśtawka nastroju, raz płaczę, za chwilę się śmieję,byłam na diecie przez miesiąc, nawet zaczęłam ćwiczyć,niestety moja waga śpi jak zaklęta,nie ubyło ani grama,znowu porażka, kolejne zniechęcenie, płacz i przerażenie, no bo lato za chwilę i jak ja wyjdę na ulicę…….. a mimo wszystko jakoś się nie poddaję, wiem, że w ubiegłym roku dostałam drugie życie tak na prawdę i czy warto się przejmować kilkoma kilogramami więcej ?

Odpowiedz
Klinika 26 maja 2015 z 7 h 52 min

Pozytywne nastawienie to klucz do zdrowia i dobrego samopoczucia 🙂

Odpowiedz
ANIA HEL 3 marca 2016 z 19 h 14 min

przed diagnozą tarczycy mówiono mi że gdybym nie miała uszu śmiałabym się dookoła głowy. Mam niedoczynność prawdopodobnie kupę czasu, od liceum na pewno o ile nie wcześniej. Dowiedziałam się o tym mając 26 lat (2 miesiące temu) i co?? Nagle mam wpaść w apatię?? W depresję?? Nie!!!! Nadal biegam, ruszam się i powiem Wam że chociaż od małego jestem UTYTA 😉 to nie denerwuję się że ciężko mi schudnąć (waga stoi jak zaklęta mimo pracy dość fizycznej i biegania oraz opieki nad dzieckiem – kto ma wie z czym się to wiąże) to wiem co by było gdybym nagle wszystko rzuciła i zaczęła się użalać nad sobą, przestała biegać i starać się trzymać dietę bo ona i tak nic nie daje…..zaczęłabym powiększać aktualnie futrynę żeby się zmieścić w dzwiach 🙂 Bo to, że waga nie leci, nie znaczy że mój wysiłek się nie opłaca. On pozwala mi utrzymać wagę i nie rozrastać się wszerz. Biorę tabletki od półtora miesiąca, może jak wyniki się polepszą zacznę chudnąć….ale nie napieram, nie chcę się zawieść, bo lepiej otrzymać niespodziankę w postaci – 1 kg niż się zawieść. Odnalezienie w sobie tego problemu z tarczycą dało mi wiele właśnie w kierunku odchudzania. Robię co robiłam poza jednym małym, ale ważnym szczegółem : jak staję na wagę i widzę że nic się nie ruszyło nie wyrzucam sobie że jestem beznadziejna, że nie potrafię…..bo wiem że tak nie jest, że to nie moja wina, że ja wręcz robię bardzo dużo tą wagę utrzymując. Wcześniej się dołowałam takimi myślami, wytykałam sobie….co to dawało?? Nic…sorrry kłamię, dawało : dawało trzy dni obżarstwa i zajadania słodyczami ze smutku i beznadziejności mojego ja . WIĘC USZY DO GÓRY, UŚMIECH NA USTA I DO PRZODU !! DAĆ COŚ OD SIEBIE BO SAMO SIĘ NIE ZROBI 🙂

Odpowiedz

Podziel się opinią!