ciążarecenzjeżycie z niedoczynnościążywienie

Dieta Hashimotki matki karmiącej

napisała niedoczynna 23 kwietnia 2017 3 komentarze
mleko karmienie

„Zobaczycie, drodzy panowie. Po 3 miesiącach karmienia piersią wasze żony będą miały figurę jeszcze lepszą niż przed zajściem w ciążę.” – męskiemu gronu uczestników szkoły rodzenia aż zaświeciły się oczy. W moim przypadku nie mogło przecież być tak pięknie. Miesiące po porodzie mijają, codziennie chodzisz na długie spacery, trzymasz zbilansowaną dietę, ćwiczysz i najważniejsze – KARMISZ PIERSIĄ, a jednak puchniesz z powietrza? Ten artykuł jest dla Ciebie. 

-Ale jak to, ty jeszcze masz brzuch?- dwa tygodnie po porodzie moja babcia przecierała oczy z zdziwienia- …za moich czasów to nas owijano w gorącą pieluchę i po ciąży nie było ani śladu! -zganiła mnie. Wtedy jeszcze starałam się nie brać tego typu komentarzy do siebie. Ok, widziałam na instagramie przypadki kobiet, które 3 tygodnie po porodzie mają już sześciopak. Jak każda kobieta, ja też chciałam czuć się atrakcyjnie- zaczęłam więc działać, ale zachowując umiar – nie wybaczyłabym sobie, gdyby fit sylwetka zepchnęła z piedestału dobro i zdrowie mojego dziecka.

Magiczne 3 miesiące

Nie mogę sobie zarzucić błędów w ciąży – to było 9 miesięcy zdrowego „reżimu”: byłam aktywna, komponowałam posiłki tak, aby dostarczyć małej jak najwięcej substancji odżywczych, pilnowałam codziennej suplementacji, pozostawałam pod stałą opieką endokrynologa. Przed porodem osiągnęłam wynik +16 kg. Po porodzie było mnie o 10 kg mniej. 6 kg do zrzucenia to pikuś. Mam przecież za sobą dużo większą, niedoczynną metamorfozę.

Minęły 3 tygodnie połogu, a ja wróciłam do domowych treningów, zaczęłam chodzić z małą na codzienne 2-godzinne spacery. Pomimo „czystej michy” i cudotwórczego karmienia piersią zamiast tracić na wadze zaczęłam…przybierać! Zbadałam trójkę tarczycową i ruszyłam do endokrynologa.

-Jaką dawkę teraz pani bierze?

-50. Połówkę dawki z okresu ciąży.

-To dobrze. TSH ma pani ładne.

Podejrzewam, że Wy też dostajecie palpitacji serca, gdy słyszycie to stwierdzenie, a wiecie doskonale, że coś jest nie tak. Endokrynolog zwiększył mi tylko dawkę i odprawił życząc „powodzenia”.

Po magicznych 3 miesiącach pociążowych zmagań wiedziałam już, że odchudzające działanie karmienia piersią to mit (tylko nie zrozumcie mnie źle, nie chcę tu krytykować samego karmienia piersią – wciąż karmię i mam zamiar karmić jeszcze długo). Jest to dość bolesny mit, z którym wiążą się nieprzyjemne i często nieświadome docinki ze strony najbliższego otoczenia: Ł. przegląda zdjęcia sprzed roku „o! zobacz jaka tu byłaś malutka!”, jesteśmy u znajomych, wszyscy dostają ciasto oprócz mnie, bo „przecież na pewno jestem na diecie” i te ciągłe porównania: „Dorota karmiła tylko miesiąc, a zeszło jej 12 kg”. No super.

Dlaczego tyję, gdy karmię piersią?

Okazało się, że nie jestem jedynym przypadkiem, który zmaga się z tym problemem. W grupach pomocowych na FB poznałam wiele mam karmiąco-puchnących, które łączyło kilka cech:

  • niedoczynność tarczycy
  • wysoka podatność na stres
  • presja związana z powrotem do dawnej figury

Powodów może być mnóstwo – wysoka prolaktyna, kluczowy czynnik w procesie laktacji, u niektórych z nas skutkuje wilczym apetytem i spowolnieniem metabolizmu. Nieszczęścia chodzą parami – niewyspanie, podatność na stres, szybujący poziom kortyzolu i wreszcie – syndrom wypalonych nadnerczy powodują, że oponka zamiast zanikać, rośnie w zastraszającym tempie. Czasami to my popełniamy podstawowe błędy – przechodzimy na dietę redukcyjną (a przecież karmiąc potrzebujemy zapasu kalorii!) i zapominamy o nawadnianiu się.

Nie wstydzę się korzystać z pomocy specjalisty

Najgorsze, co możesz zrobić to powiedzieć sobie, że „jakoś to będzie”, „poradzę sobie sama”. Postanowiłam skorzystać z sprawdzonej pomocy dietetyczki, która już wcześniej pomogła mi ustabilizować gospodarkę hormonalną. Marta z Dietomat.pl od razu przeprowadziła ze mną szczegółowy wywiad i zleciła badania.

Okazało się już na wstępie, że przyjmowana przeze mnie dawka jest za wysoka i to również może powodować przyrost wagi. Dodatkowo sprawę utrudnia niska ferrytyna. Marta nie tylko przygotowała dla mnie jadłospis szyty na miarę – specjalnie dla Hashimotki matki karmiącej, ale także opracowała plan suplementacji w oparciu o moje niedobory. Dużo daje mi również fakt, że nie jestem już z tym problemem sama – Marta cierpliwie odpowiada na moje pytania na czacie dostępnym na stronie dietomat.pl.

Dieta niedoczynnej matki karmiącej

Ale zaraz, wróćmy do tematu odżywiania –  przecież doradczynie laktacyjne powtarzają, że „dieta matki karmiącej” nie istnieje. W naszym przypadku sprawa wygląda nieco inaczej. Jadłospis, który opracowała dla mnie Marta jest eliminacyjno-rotacyjny. Dlaczego? Jak tłumaczy:

Chodzi o to, że w przypadku nieszczelności jelit, które mogły powstać czy to na skutek porodu, ciąży czy też w samej niedoczynności- dochodzi do nietolerancji pokarmowych IgA i IgG. Te ostatnie są też przekazywane z mlekiem matki do dziecka. Zwykle jeśli dziecko ma jakieś objawy to jest to związane z tym, że mama coś zjadła i przekazała z mlekiem właśnie te przeciwciała. Czasem jak nie ma tych objawów (kolki, wysypki, płacz, napięty brzuszek, niespokojność, czerwone policzki itp.). To wcale nie musi oznaczać, że jest wszystko ok. Chociaż nie musi też oznaczać, że nie jest. Warto mieć to jednak na uwadze i dobrze obserwować i siebie i dziecko.

Pożądany efekt uboczny

I stało się -dieta już wiele zmienia – zaczynając od mojego podejścia – przestałam desperacko szukać ekspresowej diety cud (i później znów zmagać się z wesołym jojo) oraz z zazdrością patrzeć na fit instamatki. Wraz z zespołem Dietomat.pl za priorytet uznaliśmy uszczelnienie jelit, dobre samopoczucie małej M. oraz poprawę mojego stanu zdrowia. Po 3 tygodniach z przyjemnością obserwuję efekt uboczny, o którym napiszę szerzej już wkrótce – waga spada, sylwetka poprawia się, a moje dziecko coraz częściej się uśmiecha i przesypia całe nocki 😉

Poniżej kilka przykładowych smakołyków z mojego jadłospisu i niespodzianka od Marty z Dietomat.pl – napar na zwiększenie laktacji przyjazny Hashimotkom (uwaga, uzależnia!) 😉

kanapki z batatów

kanapki z batatów

koktajl z ananasa z kurkumą

koktajl z ananasa z kurkumą

sałatka z burakami i makrelą

sałatka z burakami i makrelą

 

Napar na zwiększenie produkcji pokarmu:

Zrób mieszankę w równej proporcji i pij codziennie:

– czarnuszka

– anyż

– kminek (też rozkurczowo na jelita)

– koper włoski (podobnie, jak kminek)

– bazylia

napar laktacja IMG_4913

PS. Drogie Mamy Hashimotki, a jak Wy radziłyście sobie z powrotem do formy po ciąży?

 

3 komentarze

Ania 27 kwietnia 2017 z 13 h 49 min

Czytam i jakbym czytała o sobie. Dla mnie nabieranie po porodzie to był dramat, najgorsze było to, że w ciąży przybrałam tylko +12 kg, także kiedy zaczęłam (mimo ograniczonej diety przy karmieniu) faktycznie rosnąć w oczach, przeraziłam się. Reakcja otoczenia też zostawiała wiele do życzenia. Super, że o tym piszesz – dobrze widzieć, że da radę inaczej i nie trzeba się przejmować.

Odpowiedz
Monika 6 maja 2017 z 3 h 39 min

Czytam powyższy artykuł i mam już mieszane odczucia co będzie dalej bo również jestem niedoczynna biorę 200mg. I mam hashimoto, jestem już 10 kilo na plusie a jeszcze 6 mies. Ciąży nie zaczęłam i mnie dalsze perspektywy przerażają. Serio.

Odpowiedz
dieta matki karmiącej z hashimoto 26 maja 2017 z 19 h 23 min

[…] mój ostatni wpis „Dieta Hashimotki matki karmiącej”? Przez ostatnie 6 tygodni toczyłam zdrowotną batalię – usiłowałam porzucić […]

Odpowiedz

Podziel się opinią!