życie z niedoczynnością

Przyjaciel…tylko w zdrowiu. Jak radzić sobie z kąśliwymi uwagami znajomych?

napisała niedoczynna 13 lipca 2016 5 komentarzy
przyjaciel a hashimoto

Fizyczne, wizualne i psychiczne zmiany, których doświadczasz (szczególnie na początku niedoczynności) mogą być drastyczne.  Nic zatem dziwnego, że szukasz wsparcia w najbliższym otoczeniu – u partnera, rodziny, przyjaciół i znajomych. Co jednak zrobić, gdy oni zamiast dopingować, ciągną Cię w dół? 

-Niedoczynność to jedna z tych chronicznych chorób, które inni uwielbiają bagatelizować – pisze Werka, Hashimotka z 4-letnim stażem – co chwilę słyszę, że inni mają gorzej. „Spójrz ta ma raka, a jakoś nie narzeka! Zobacz on nie ma nogi, a jakoś żyje” – co chwilę jestem porównywana do osób z zupełnie innym zespołem chorób. To jednak nie boli tak jak te głupie uwagi: „brzuch ci się wylewa spod koszulki, może przestań tyle żreć”, „z taką wagą nigdy nie znajdziesz faceta”, „ogarnij się, idź na siłownię”, „znowu przytyłaś”, „jesteś w ciąży”? Ludzie, z którymi kiedyś rozumiałam się bez słów, odsuwają się ode mnie, bo straciłam na atrakcyjności. I te spojrzenia pełne wyrzutu z każdym kolejnym kęsem , gdy wychodzimy razem zjeść na mieście…Co robić?

Nie wiem, co Ci jest, więc będę Cię oceniać

Każdy z nas przechodzi przez objawy niedoczynności zupełnie inaczej. Niektórzy chudną na potęgę, po innych wcale nie widać objawów, jednak znakomita większość z nas zmaga się z dodatkowymi kilogramami, szarą i szorstką skórą, suchymi i wypadającymi na potęgę włosami, wzmożoną sennością i trudnościami w koncentracji. Do tego mogą dojść jeszcze dodatkowe pakiety spowolniony metabolizm -> złe samopoczucie -> depresja. Niepłodność. Zresztą nie muszę przedstawiać Ci całej listy – prawdopodobnie znasz ją na pamięć, z autopsji. To, co łączy chorych na niedoczynność jest fakt, że na pierwszy rzut oka nie wyglądamy na chorych, a raczej na zaniedbanych. To może przerysowana metafora, ale nie masz czasem wrażenia, że otoczenie postrzega nas jako grubaśne, roztrzepane leniwce, które pod łóżkiem chowają stosy paczek czipsów i czekolady?

Często wpadamy w błędne koło. Czujemy się beznadziejnie, nie wiemy jak radzić sobie z nadwagą -> ubieramy się w worki na kartofle. Włosy wypadają nam garściami -> związujemy je w cienką, szarą kitkę. Mamy ziemistą lub trądzikowatą cerę -> nie myślimy o tym, żeby zainwestować w kosmetyki, zdobyć się na makijaż -> izolujemy się pod kocem, w zaciszu domowym, z dala od ludzi. I płaczemy z samotności.

Jeśli jest to całkiem nowa tożsamość, zupełnie inna niż Twoje dawne towarzyskie i uchachane „ja”, Twoi najbliżsi mogą totalnie nie wiedzieć jak zareagować. Dlatego próbują terapii szokowej – dogryzają Ci, często wręcz obrażając, bo chcą wywołać u Ciebie jakąkolwiek reakcję. Nie propaguję takich metod i uważam je za wyraz bezradności z dużymi brakami w kulturze osobistej.

Zależy mi na utrzymaniu relacji – co mogę zrobić?

Gdy tylko endokrynolog potwierdzi diagnozę „niedoczynność tarczycy” lub „Hashimoto”, zbierz grupę najbliższych Ci osób i otwarcie powiedz im z czym to się je i czego oczekujesz. Nie przedstawiaj siebie jako ofiary losu, na którą nieszczęśliwie spadł wyrok nieuleczalnej choroby. Przedstaw to inaczej, np.

Słuchajcie, być może zauważyliście, że mój wygląd i samopoczucie ostatnio trochę się zmieniły. Już wiem, że to niedoczynność tarczycy – choroba, która spowalnia metabolizm i przez którą mogę jeszcze bardziej przytyć i źle się czuć. Już zaczęłam przyjmować leki. Będę też odpowiednio się odżywiać i ćwiczyć. Mówię Wam o tym, bo jesteście dla mnie najbliższymi osobami i oczekuję od Was wsparcia i dopingu. Proszę nie oceniajcie mojego wyglądu zbyt pochopnie

Jeśli to prawdziwi przyjaciele – zrozumieją. Być może niektórzy będą chcieli zgłębić temat, żeby zrozumieć co dzieje się z Twoim organizmem i dowiedzieć się w jaki sposób mogą Ci pomóc. Prześlij im wtedy link do tego bloga. Powiedz, żeby do mnie napisali. I zrób wszystko, żeby nie móc sobie nic zarzucić – walcz o swoje zdrowie. Tylko wtedy, gdy te kąśliwe uwagi okażą się niesłuszne, masz pewność, że pozostajesz szczery wobec siebie.

Potrzebny jest plan

Nie przechodź przez kolejne etapy bez planu. Jeśli ktoś z Twoich bliskich postanowił dołączyć się do Twojej walki o zdrowie, zaproś go do wspólnego stworzenia planu kolejnych działań. Nic nie pomaga tak jak poczucie sprawczości i dostrzeganie efektów (nie nastawiaj się na cuda w 3 minuty, tutaj efekty raczej „wykluwają się” długimi miesiącami).

1. Znaleźć sprawdzonego endokrynologa2. Umówić się na wizytę do dietetyka klinicznego

Przygotuj się na trudne rozstania

To, co robi z nami niedoczynność może być decydującym sprawdzianem dla niektórych związków. Ja też mam za sobą trudne „niedoczynne” rozstanie i mogę Cię zapewnić – to boli tylko na początku. Wyeliminowanie z życia osób, które podcinają Ci skrzydła wyjdzie Ci tylko na dobre. Nie trzymaj się kurczowo nikogo, jeśli nie możesz polegać na tej osobie w trudniejszych chwilach. Wiem, że zmiany w wyglądzie mogą wpłynąć na to jak postrzegasz siebie. Niska samoocena to coś, co wampiry emocjonalne lubią najbardziej. Nie daj się zjeść. Tym bardziej, że autoagresja organizmu i tak zjada już Twoją tarczycę.

Nowe możliwości

Ostatnio coraz częściej mówi się o „pladze niedoczynności”. Wśród Twoich znajomych z pewnością znajdzie się garstka osób, które już zmagają się z objawami. Nie bój się o tym rozmawiać. Nikt nie zrozumie Cię tak jak osoba z niedoczynnością. Kto wie, może uruchomicie siatkę kontaktów i stworzycie lokalną grupę wsparcia? Nam w Gdańsku to się udało!

W ogniu krytyki

Zawsze będziemy oceniani, ale tylko od nas samych zależy, jak przyjmiemy krytykę i czy pozwolimy na to, aby komentarze zdewastowały naszą samoocenę i wewnętrzny spokój. Nie baw się w intrygi i nie karm hejtera. A taki zawsze się znajdzie. Pamiętasz jak mi się oberwało na ścianie Ewy Chodakowskiej?

okejtoja

Jestem ciekawa jak Wy sobie radzicie z ocenami i uwagami innych? A może macie jakieś gotowe odpowiedzi lub sprawdzone sposoby na podtrzymanie motywacji „mimo wszystko”? Podzielcie się w komentarzach!

 

5 komentarzy

Grażyna Sadokierska 14 lipca 2016 z 1 h 05 min

Wszystko co napisałaś o niedoczynności i jej efektami to niestety szczera parawda.Problem dotkonął mnie przed 60 tką ale ja całe życie szczupła nie moge nadal „patrzeć na siebie’.KĄśliwe uwagi znajomych oraz męża bardzo bolały ale…stwierdziłam że muszę to LEKCEWAŻYĆ bo inaczej można by popaść w głęboką depresję.I tak trwa to już kilka lat a waga mimo radykalnej zmiany w jadłospisie ani drgnie.Dziękuje za słowa otuchy Pozdrawiam i życzę zdrówka i siły do dalszej walki. Grazyna S,

Odpowiedz
Isarti 17 lipca 2016 z 16 h 27 min

Masz zupełną rację. Z jednej strony każda z nas niedoczynnych wie, że są gorsze choroby i nie trzeba nam tego przypominać z drugiej to jest choroba, która wpływa na wszystko. Ja leczę się od roku, zostałam zdiagnozowana tylko dzięki dociekliwości lekarza i mojemu mężowi, bo uznał za niepokojące, że potrafiłam zasnąć w pół słowa, przespać kilka minut i jakby nic mówić dalej. Na szczęście nie przytyłam, ale od razu zmieniłam dietę. Najbardziej drażni mnie to, że muszę słuchać kąśliwych uwag, że taka chuda i na diecie i na pewno sobie to wymyśliłam, bo to modne teraz nie jeść glutenu i być wege. Wkurza mnie, że muszę się z tego tłumaczyć dlaczego czegoś nie jem.
Jednak najgorszym dla mnie, co jest niewątpliwie związane z niedoczynnością, jest utrudniona koncentracja i „uciekające” słowa. Zwłaszcza, że jestem polonistką i redaktorką teksu. Wole pisać maila, bo w rozmowie na żywo wypadam nieprofesjonalnie, kiedy uciekają mi najprostsze słowa.
Jednak jakoś trzeba sobie z tym radzić. Na szczęście mam wsparcie w najważniejszej osobie, która nie narzeka, że od roku nie jadła nic zasmażanego i przykryje kocykiem, jak zasnę na kilka minut po pracy.

Odpowiedz
rowerowaMeg 27 września 2016 z 20 h 04 min

Mam gravesa basedowa i ostatni rok to był dla mnie koszmar. Mało sil, kiepski wygląd, słaby nastrój… no łatwo nie było. Miałam i mam wsparcie w rodzinie, w przyjaciołach i na szczęście nie było zbyt wiele przykrych sytuacji. Ale zdaję sobie sprawę z tego, że nawet najbliżsi nie do końca rozumieli dlaczego tak często „odcinałam się od świata”. Starałam się oczywiście żyć normalnie, ale zbyt wiele sił i ochoty a to życie nie miałam. Mimo to uprawiałam sport, zawzięłam się i sporo pracy włożyłam w odżywianie. Dzisiaj na szczęście czuję się już znacznie lepiej i można powiedzieć, że wyszło słońce a ja razem z nim. 🙂 Oby tak dalej.

Odpowiedz
lisica 10 października 2016 z 19 h 54 min

uwazam, ze najlepiej w ogole nie zwracac uwagi na tzw. hejterow… ci, ktorzy sa z nami zawsze, na dobre i na zle, to sa prawdziwi przyjeciela, a reszta jest niewazna..pozdrowki 🙂

Odpowiedz
Bella 12 sierpnia 2017 z 22 h 52 min

Boże jak cieszę się, że trafiłam na Twój blog !!!
taaak i ciągłe krzywe patrzenie… znowu jesteś głodna? przecież dopiero jadłaś … zobacz inni zjedli mniej od Ciebie i nie są głodni… no musi zacząć mniej jeść… – klasyka gatunku.

Odpowiedz

Podziel się opinią!